Np tp ułamek 5/5 = 1 bo jak dodamy po 1 to otrzymamy ułamek 6/6 czyli 1 odp. Takim ułamkiem jets ułamek który ma taką samą liczbę w liczniku i mianowniku te… To na dzisiaj ;__; 1.Trzej chłopcy ciągną wózek siłami F1=20[N], F2=40[N], i F3=60[N]. Jaka siła wypadkowa działa na wózek? Jaka siła wypadkowa działa na wózek? Oblicz siłę równoważącą potrzebną do zatrzymania wózka. Tłumaczenia w kontekście hasła "there were these three boys" z angielskiego na polski od Reverso Context: When I was 1 3 there were these three boys. 12x - 8y + 3y - 7x + 5y= = 5x 5*5= 25 Odp. 25. Doprowadź wyrazenie 12x - 8y + 3y - 7x + 5y do najprostszej postaci i oblicz jego wartośc gdy x=5 y=7 Banknot rzeczywiście okazał się fałszywy. Oszukana ekspedientka usiadła przygnębiona i zaczęła liczyć, ile też straciła na nieuczciwości klienta, bo to i kapelusz mu wydała, i resztę, i teraz jeszcze fryzjerowi trzeba oddać 100 zł. Liczy, liczy i coś nie bardzo może się doliczyć, bo wypadają jej różne sumy. Sennik: czekolada - podstawowe znaczenie snu. Symbolika czekolady według sennika jest bardzo pozytywną wskazówką dla naszego życia. Jej pojawienie się w naszych marzeniach sennych oznacza stabilizację finansową i bezpieczeństwo. Może również przepowiadać wygraną, bądź awans. Sen, w którym motywem jest czekolada może mieć też 12-letni chłopiec i dwóch nastolatków zostało oskarżonych w związku ze zbrojną kradzieżą samochodu, do której doszło w sobotę 20 marca w dzielnicy North Lawndale. Trzech chłopców, w wieku 12, 13 i 14 lat, zostało aresztowanych ok. godz. 2.30 pm w sobotę 20 marca w rejonie 3500 W. Adams Street w dzielnicy Lawndale na zachodzie Chicago, […] Gdy występują ułamki dziesiętne i zwykłe trzeba je ujednolicić i mam przykład: jedna druga + 0,25=0,5+0,25=,75 proszę o wytłumaczenie o co chodzi i dlaczego zamiast jedna druga jest 0,5 ? proszę o odpowiedz jutro mam diagnozę z matematyki a tego nie rozumiem Znajdź odpowiedź na Twoje pytanie o Odmienię przez przypadki rzeczownik z liczebnikiem "pięcioro szczeniąt",:"trzej chłopcy.Prosze na teraz potrzebuje !!!!! Jak leczyć się czekoladą - Prof. Henri Joyeux, Jean Claude Berton Autorzy doradzają też jak nauczyć się odróżniać prawdziwą czekoladę od jej licznych podróbek. 2bOtU. Home InneBezsensowne zapytał(a) o 10:42 Batony czekolady Sześciu chłopcom dano woreczek, zawierający sześć batonów czekoladowych. Chłopcy podzielili się w ten sposób, że każdy dostał jeden baton, a jednak na końcu jeden baton pozostał w woreczku. Pytanie: Jak to się stało? Batony czekoladySześciu chłopcom dano woreczek, zawierający sześć batonów czekoladowych. Chłopcy podzielili się w ten sposób, że każdy dostał jeden baton, a jednak na końcu jeden baton pozostał w woreczku. Pytanie: Jak to się stało? Odpowiedzi Jeden chłopiec wziął baton z woreczkiem :) jeden chłopiec był duchem i nie mógł wziąć z woreczka tego batona i takim sposobem został jeden w woreczku jeden chłopiec wzioł z woreczkiem Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub Tadeusz Rydzewski w swym domu w Pszczynie, kwiecień 2017 r., fot. Renata Botor-Pławecka Reklama Był najmłodszy. Kazali mu patrzyć, jak torturują Stanisława. Antoniego nie poznał – tak był skatowany. Tadeusz Rydzewski, najpierw męczony w więzieniu w Łomży, potem wywieziony do KL Stutthof, więzień nr 27164. Dziś 92 lata. Nie wybaczył. Renata BOTOR-PŁAWECKA Małe gospodarstwo w Jeziorku, 8 km od Łomży. Siedmioro dzieci: trzy dziewczyny (Maria, Teodora, Felicja) i czterech chłopców (Józef, Stanisław, Antoni, Tadeusz). Ojciec, Franciszek, umiera w 1937 r. Józefa Rydzewska („mateczka” – tylko tak mówi o niej Tadeusz), choć szkół nie kończyła, choć w domu bieda, bardzo dba o kształcenie swoich dzieci. Najstarszy Stanisław ukończy szkołę rolniczą, Teodora (Todzia) wykształci się na nauczycielkę, Felicja skończy szkołę handlową, Antoni do tzw. dużej matury będzie się przygotowywał na tajnych kompletach w Łomży, skończy Szkołę Podchorążych. Najmłodszy w rodzinie, Tadeusz, będzie uczniem tajnego gimnazjum. 1. W 1943 r. Tadeusz ma 18 lat i przygotowuje się do „małej matury”. Pięć godzin tygodniowo uczy się łaciny. Za lekcje nie płaci pieniędzmi, ale słoniną, mąką i innymi produktami żywnościowymi. 15 lipca 1943 r. wraca z zajęć w Łomży. Książkę schował pod koszulą. Nagle… silne uderzenie. Upada. Niemiecki żołnierz każe wstać, rewiduje. Udaje się wciągnąć brzuch tak mocno, że Niemiec cudem książki nie wyczuwa. „Mütze auf! Czapkę zdjąć!” – drze się. Ale odchodzi. Reklama Tadeusz idzie uliczką do centrum. Jest około Na placu Kościuszki w Łomży widzi samochody ciężarowe z plandeką. Czuje niepokój. Bo jadą w kierunku Jeziorka. Po trzech godzinach cała Łomża wie już, co się stało. W Jeziorku rozstrzelano przeszło 50 osób, samą inteligencję, także profesorów z tajnego nauczania. Godzinę po mordzie brat Tadeusza, Antoni, jest na tym miejscu. Rów z ciałami zamordowanych tylko trochę został przykryty ziemią. Niemcy przejechali po nim ciężarówką. Najwyraźniej tak zmęczyli się pracą, że dostali po czekoladzie dla wzmocnienia. Zostają papierki. 2. Józef Rydzewski (1918-1943), fot. z arch. T. Rydzewskiego Rydzewscy wiedzą, że mogą przyjść też po nich. Ich dom jest bazą AK-owską. Józef (rocznik 1918) pseudonim „Bor”, porucznik, dowodzi jednostką wojskową AK gmina Drozdowo. W akcje partyzanckie angażują się Stanisław (ur. 1910) ps. „Karpa”, Antoni (ur. 1922) ps. „Boruta”, a także Tadeusz (ur. 1925) ps. „Czupurny”. Pomagają siostry Maria (ur. 1912) i Teodora (ur. 1914, ps. „Jadzia”). 24 sierpnia 1943 r. rodzina szykuje się więc do ucieczki. Todzi ani Felicji (mieszka w Warszawie, w 1944 r. zginie w czasie powstania) nie ma w domu. Ale są wszyscy czterej bracia. I tej akurat nocy po nich przychodzą. Nie przyda się schron pod pokojem, przy kominie, dokąd prowadzi właz z drabinką ze sznurów. Niemcy, gdy się zorientują, rozbiorą dom do fundamentów. Felicja-Rydzewska-1915-1944 Podczas aresztowania 25-letni Józef wybiega z domu. Ma w ręku ruski granat i pistolet. Rzuca granatem, ale ten nie eksploduje. Józef ginie od niemieckiej kuli. 3. Mateczkę, Marię, Stanisława, Antoniego i Tadeusza przywożą do więzienia w Łomży. Na powitanie strażnik rzuca w Tadeusza pękiem kluczy więziennych (ważą może z 2 kg). Trafia go w głowę. Odtąd chłopak ma słuch uszkodzony w jednym uchu. Wrzucają go do małej celi. Okno wysoko, ale jest dość jasno. Prycza żelazna, zwodzona. W kącie kibelek i trochę śmieci ze słomy, gdzie doskonale mnożą się pchły. Maria-Rydzewska-1912-1970 – Poczuły krew na mojej głowie. Czekały na taką ucztę – mówi Tadeusz. W dawnym carskim więzieniu o grubych murach nocą słychać stukot butów, gdy Niemcy idą po więźnia. Więźniów wywożą do lasu i rozstrzeliwują. Tadeusz o nigdy więc nie śpi, tylko nasłuchuje. Po północy dopiero jest w stanie zasnąć. 4. Cela przesłuchań. Najstarszy z braci, Stanisław, jest przywiązany do stołu. Torturują go. Wprowadzają Tadeusza, bo najmłodszy. Chcą, by to zobaczył. – Bracie, powiedz co wiesz, bo ja nic nie wiem – słyszy głos skatowanego Stanisława. Jedyne jego słowa i ostatnie jego słowa. Jest świadomy. Oni biją. Na śmierć. Stanisław Rydzewski (1910-1943) 5. 11 listopada 1943 r. Więźniowie wyprowadzani są na plac z szubienicą. Odbywa się egzekucja pięciu uciekinierów (zostali złapani). Tadeuszowi jednak w pamięci utkwi przede wszystkim moment wyprowadzania na plac, gdy wychodzą z więzienia trójkami, po schodach. Widzi wtedy przed sobą człowieka – jakby znajomego. Kogoś mu przypomina, ale nie jest pewien… Spogląda na jego marynarkę. Antoni Rydzewski (1922-1993) – Po marynarce… poznałem, że to brat… Antoś to ty? – Nie poznał pan brata? – Tak zbity był… Tak zmieniony… Antoniego w czasie przesłuchań torturują, wieszając na szubienicy więziennej. Gdy jest w powietrzu, puszczają na niego psa, wilczura, który wyrywa mu kawał ciała. Krew się leje. Potem wrzucają go do celi, tak zbitego. Urwie skrawek podszewki ze swojej marynarki, nasączy moczem i przyłoży do rany, by ją w ten sposób zdezynfekować. Gałgan pozostanie w ranie, wrośnie w ciało. 6. Niedziela. Do celi przychodzi dwóch żandarmów w cywilu. Rzucają Tadeusza na pryczę. Jeden bykowcem bije w pośladki, drugi w plecy. I młócą: łup, łup, łup, łup. Może być 100 uderzeń albo więcej. Zmęczyli się. Przerwali. Poszli zapalić papierosa. Wrócili, zdjęli marynarki. Dalej biją. – Kolega odmawiał za mnie „Wieczny odpoczynek”. Słyszał łupanie. A ja nie mogłem wydać żadnego okrzyku, żeby nie rozpoznał mnie mój brat Antek. Żeby on nie słyszał. – Żeby się nie martwił. – Tak. Bo jak jego bili, ja to słyszałem… I… – … było to największe cierpienie… – … 7. Mateczka-Józefa Rydzewska (1883-1971) Z siostrą, mateczką i bratem Antonim spotykają się 13 grudnia 1943 r. – wiezieni w bydlęcych wagonach. Jeszcze nie wiedzą, że jadą do Konzentrationslager Stutthof koło Gdańska. Mateczka nie wie też, że najstarszy z synów, Stanisław, nie żyje. – Dopiero od nas się dowiedziała mateczka… Jak… ona… przeżywała… 8. Obóz koncentracyjny jest podzielony na damskie i męskie baraki. Są inne niż w Auschwitz. Duże, parterowe, z drewna. W jednym baraku 500 osób, dwie sztuby (sale) po 250 osób. Łóżka piętrowe – parter, pierwsze piętro i drugie piętro. Zmarłych wyrzuca się pod blok. Kolumna transportowa zbiera nieboszczyków i zawozi do krematorium. Gdy nie nadążają palić, to układają stos: na przemian trupy, drzewo, trupy, drzewo. Oblewają benzyną, podpalają. Wielkie ognisko pali się trzy dni. Kości, mięśnie. Śmierdzi niesamowicie. Nawet gdy potem rozbudują krematorium, to też nie nadąża. Zrobią gaskamerę. 9. Najgorzej traktowani są Żydzi. Potem reszta. Polacy mają dach nad głową, wodę, długie koryto, by się myć, latryny. A Żydzi nie mają nic. Dlatego są w stanie przeżyć około 10 dni. Tadeusz jest w bloku 12 (bloków męskich jest ok. 20). Ma pasiak, ale numery nie są tatuowane, tylko przyszyte. Winkel czerwony, jako polityczny, z „P” jako Polak. Numer 27164. Brat Antoni (nr 27159) jest w piątym baraku. Zostaje przydzielony do pracy przy transporcie trupów przyczepą. Trzech przy dyszlu, trzech z tyłu ciągnie. 10. Tadeusz dostaje buty dłubane w drewnie, cholernie niewygodne. Pracuje najpierw w lesie, przy robotach melioracyjnych, wyrębie. Choruje. Zgłasza się do rewiru, bo nogi opuchnięte – to opuchlina ropna. Po szpitalu dostaje się do warsztatu krawieckiego. Przydzielają go do maszyny, ma łatać dziury. – Lepiej niż przy wyrębie, ale nie umiałem szyć. Dwa tygodnie posiedziałem w warsztacie i mnie wyrzucili. Szczęśliwie dostałem się znów pod dach – do szewców i rymarzy. Pasy i inne rzeczy. To już prosta robota, szybko się nauczyłem. 11. Obiad: nalewają chochlę jakiejś zupy. Z czego? Z badyli, chwastów, buraków. Jałowa. Na święta jedynie kasza. Miskę każdy ma swoją. Jest czerwona, żelazna. Kolacja: kromka chleba i chyba kosteczka margaryny. Stosunki między więźniami? – Samopomocy nie było. Chodziło o to, by przeżyć. W niedziele odbywał się handel w „kiercelaku” – w szczycie ósmego bloku. Sprzedawali papierosy za kromkę chleba. Palacz nie przeżył – młody czy stary. – Może papieros dawał mu trochę wolności? – Krótko. W obozie panuje hierarchia. Funkcyjni – od razu można było poznać: morda okrągła, czasem niewygoleni całkowicie na łyso. Choćby taki jeden Kozłowski. Jego brat przyszedł po repetę. Blokowy Kozłowski wydawał. Uderzył brata chochlą w głowę. Zabił. Ucieczek mało. Dookoła mokradła. Na środku obozu szubienica. 12. Jedno spotkanie. Ważne. – Jem kromkę chleba. Nagle podchodzi więzień, w moim wieku, i prosi, bym się z nim podzielił. Patrzę na jego winkel, na numer – czerwony, czyli polityczny. Litera „D” – Niemiec. Do tego momentu nie widziałem ani jednego Niemca-człowieka. Nogi się pode mną ugięły. Był to dla mnie szok: że Niemiec jest więźniem jak ja. Nie mieściło mi się to w głowie. To mnie jakby później wzmocniło. Jakbym sobie powiedział: „Tadeusz, jest szansa, jeszcze nie wszystko stracone. Niemiec też może być człowiekiem”. – Dał mu pan tego chleba? – Dałem. Podzieliłem się – z człowiekiem. Z całego okresu wojny to był jedyny Niemiec, który był człowiekiem. A nie zbój, morderca. Wcześniej spotkałem wyłącznie morderców. Słowo „Niemiec” znaczyło tyle co morderca. 13. 25 stycznia 1945 r., ewakuacja KL Stutthof, więźniowie są wyprowadzani po tysiąc osób. Wcześnie rano brat przybiega, by się pożegnać. Około południa wyprowadzają blok Tadeusza i jeszcze jeden. Nie wie, co z mateczką. Siostrę widział raz przez druty. Wyprowadzają ich w południe. Nie ma na sobie pasiaka, tylko jakieś ubranie (kurtka ma na plecach farbą namalowany czerwony krzyż, że więzień). Wychodzą z obozu, nie idą drogami, tylko przez pola, w śniegu. 14. Most. Żandarm chwyta jednego z więźniów za kołnierz, wyrzuca za barierkę, do rzeki, w locie strzela do niego – jak do kaczki. 15. 3 lutego, miejscowość Luzino koło Kartuz. Zamykają ich w kościele. Razem z kolegą Jerzym Zawistowskim decydują się w wtedy na ucieczkę, przez okno, do lasu. Całą noc chodzą w zamieci. Chcą oddalić się od miejscowości Luzino. Rano okazuje się, że odeszli od kościoła tylko ok. 400 m. Chodzili w kółko. Ukrywają się w stodołach. Wieczorami patrzą w okna domów: czy święte obrazy wiszą na ścianach i czy jest bardzo skromnie. Wtedy można zastukać. – To znaczyło: uczciwi i dobrzy ludzie? – Tak. To się sprawdzało. Starsze małżeństwo trzymało kawałek mięsa jako żelazną porcję, na czarną godzinę – i oni nam to dali, podzielili się. Innym razem w równie ubogim domu widzimy, że rodzina siedzi przy stole i z jednej wielkiej… miednicy je zacierkę na mleku. Może ośmioro dzieci wokół. Mówimy, że jesteśmy głodni. Gospodyni odsunęła dzieci – bo teraz panowie zjedzą. Najedliśmy się na parę dni. Aż trzeba było się na śniegu na chwilę położyć, by to się w żołądku ułożyło. Raz trafiają do bogacza. – Zakradliśmy się do stodoły, znalazł nas. Ale na tyle uczciwy, że nakarmił nas. – Czyli zasada nie sprawdziła się. Bogaty też pomógł. – Zaraz. Nie. Miałem na sobie mundur francuski (z krzyżem namalowanym farbą). To ten bogacz mówi, że mundur mu się przyda. Zdjąłem. Dał mi jakiś chałat, który sznurkiem wiązałem, taki był dziurawy. 16. Uciekają na wschód, w kierunku linii frontu. Jak najdalej od Niemców. Wędrują cały marzec. Po drodze znajdują rowery. Napotkany sołdat o mało nie strzela do Tadeusza, gdy ten na rozkaz, że ma rower oddać, rzuca nim ze złości aż się szprychy wyginają. Bo z Tadeusza jest raptus. Może dlatego w AK dostaje pseudonim Czupurny. Może dlatego przeżyje obóz. 17. Teodora Rydzewska (1914-2005) Maj 1945. Po powrocie z obozu szuka swego domu. Zastaje tylko fundamenty. Śpi na dworze – ale na swojej ziemi. Siostra nauczycielka ma kącik w szkole. Do niej idzie. Wraca brat Antek. Mateczka z siostrą wracają dopiero we wrześniu. Ewakuowano je statkami na Rugię. Zostawiono w lesie. Nie wróciły na barkę, która potem została zatopiona razem z więźniarkami. 18. Po wojnie kończy studia rolnicze w Cieszynie, na drugim krańcu Polski. Jak mówi, ucieka z regionu, gdzie długo utrzymywały się oddziały leśne partyzantów. – Ci tak zwani niezłomni obecnie nazywani. Miałem szczęście, że uciekłem, bo żyję i nie jestem niezłomnym! – denerwuje się. – Walczyli przeciw komunistycznej władzy, radzieckiemu okupantowi – zauważam. – To nie był patriotyzm. To ja byłem patriotą. Trzeba było podjąć naukę, pracę, szkoły były otwarte. Opowiada, że w Jeziorku miał wspaniałego kolegę, skończył podchorążówkę leśną, nie ujawnił się, nie poszedł na studia, tylko został w lesie. – Przyjechałem na święta do Jeziorka, mówię: „Piotrek uciekał stąd jak najdalej, na studia w Szczecinie”. Obiecał, że ucieknie. Następnym razem przyjechałem na jego pogrzeb. W nocy był pogrzeb. Trumna kolegi została zawieziona do grobowca Lutosławskich w miejscowości Drozdowo. Wcześniej tam złożeni zostali dwaj bracia Tadeusza. Józef, który zginął przy aresztowaniu (był zakopany za stodołą) i Stanisław zamordowany w więzieniu (został pochowany na żydowskim kirkucie). Koledzy wyciągnęli ciało Józefa spod stodoły i w trumnie przywieźli do grobowca. Stanisława też – na kirkucie wykopali, przetransportowali przez Narew łódką. Nie wiedzieli, gdzie złożyć, a grobowiec był otwarty – parę kilometrów od Jeziorka w Drozdowie. Po wojnie zwłoki braci zostały przeniesione na cmentarz w Piątnicy. 19. Olga i Tadeusz-Rydzewscy, Renata-Botor-Pławecka Pszczyna – dzięki żonie. Tu mieszkali rodzice Olgi Grycz. Jej ojciec to inżynier budowy mostów, kończył studia w Zurychu. Tadeusz poznaje Olgę na studiach rolniczych w Krakowie. Potem razem pracują naukowo, tworząc nowe odmiany roślin w Modzurowie pod Raciborzem (założyli tu Ośrodek Hodowli Roślin) i w Strzelcach koło Kutna (w Instytucie Hodowli i Aklimatyzacji Roślin). Świadectwa i certyfikaty dotyczące wyhodowania nowych odmian owsa, buraków, jęczmienia itd. pokrywają ścianę jednego z pokoi w domu Rydzewskich w Pszczynie. Osiedlają się tu w 1990 roku, odkąd są na emeryturze. 20. Niemcy. Czy wybaczył? – Nie. Nie wybaczam zbrodni i śmierci. Nie wybaczam tego Niemcom. Bo się nie da. Ja nie zapomniałem. I w sposób jednoznaczny, gdy ktoś pyta, jak pani, odpowiadam: nie. Chociaż jestem z religią normalnie, nie na bakier, praktykujący. Za słaby jestem, żeby wybaczyć. Artykuł ukazał się w „Nowym Info” nr 43 z r. Materiał jest chroniony prawami autorskimi. Kopiowanie bez zgody autorki zabronione. Od zadania z diamentami do wież i mostów Reklama Pracujemy nad tym! Ten artykuł nie zawiera wszystkich informacji - wciąż jest rozbudowywany. Jeśli uważasz, że wyczerpały się możliwości rozbudowy - usuń ten znacznik z nagłówka. “ Gdyby tylko istniała druga ja, mogłabym śledzić braci i jednocześnie przebywać z Jeremiaszem. ” — Fretka Flynn Fretka przypadkowo zostaje trafiona przez rozdzielacz cząstek Fineasza i Ferba, który rozdziela ją na 2 osoby - Romantyczną Fretkę i Przyłapującą Fretkę, chłopcy muszą wymyślić jakiś sposób, aby połączyć ją w jedną. Tymczasem Dr Dundersztyc buduje "Patrz gdzie indziej-inator" aby skacząc z dużej wysokości do basenu nikt się na niego nie patrzył i nie nabijał. Fabuła Fretka jest w swoim pokoju i układa w albumie zdjęcia jej i Jeremiasza jednocześnie rozmawiając przez telefon ze Stefą. Tłumaczy jej, że tego lata dosłownie nie ma nic czasu. Mówi jej też, że nie ma fajnych wspólnych zdjęć z Jeremiaszem. Następnie patrzy przez lornetkę co robią jej bracia, ale widzi, że tylko stoją i rozmawiają. Stwierdza, że gdyby istniała jej druga ja mogłaby jednocześnie śledzić Fineasza i Ferba i przebywać z Jeremiaszem. Tymczasem Fineasz i Ferb rozmawiają w ogródku z Bufordem i Baljeetem. Buford tłumaczy im, że Baljeet umoczył jego czekoladę w maśle orzechowym, a on nie chce jeść dwóch różnych rzeczy jednocześnie. Fineasz mówi mu, że ma dzisiaj szczęście bo akurat zbudowali z Ferbem Separator Molekularny. Tłumaczy że dzięki niemu można rozdzielać przedmioty na podstawowe składniki. Następnie wypróbowują wynalazek na czekoladzie Buforda i udaje im się rozdzielić czekoladę z masłem orzechowym na masło orzechowe i czekoladę. Buford jest zadowolony i wychodzi z ogródka Fineasza i Ferba. Chłopcy zastanawiają się co jeszcze można rozdzielić. Pepe wchodzi do swojej bazy. Monogram mówi mu, że Dundersztyc instaluje jakiś wynalazek na miejskim basenie. Poleca dziobakowi żeby udał się tam jak najszybciej. Fretka wchodzi do ogródka. Zauważa nowy wynalazek braci i postanawia zabrać go i pokazać mamie. Jednak podnosząc urządzenie zaciąga przypadkowo jakąś dźwignię i urządzenie rozdziela ją na dwie osoby. Pepe przybywa na miejski basen. Spotyka tam Dundersztyca, który stoi w kolejce do skoku z wieży. Wyjaśnia mu, że gdy był mały podobna stała w Gimmelshtump w miejskim centrum moczenia. W tamtych czasach skok z wieży był ważnym rytułałem w życiu każdego chłopca. Lecz kiedy młody Dundersztyc wszedł na wieżę, nie mógł skoczyć, bo wszyscy stali i śmiali się z niego. Wtedy jego ojciec powiedział, że już nie ma syna. Od tamtej pory on i jego ojciec zaczęli się oddalać od siebie. Jednak Heinz postanowił, że dzisiaj pokona swój lęk i skoczy z wieży. Jednak nadal nie chce żeby ktokolwiek patrzył się na niego i nabijał, więc zbudował Patrz-gdzie-indziej-nator. Dzięki niemu ma pewność, że nikt nie zobaczy jego przełomowego skoku. Mówi też że może to jednak sprawić trudności kierowcom i właśnie operującym chirurgom, ale uważa że to i tak mała cena za zostanie prawdziwym mężczyzną i łapie dziobaka w pułapkę z kół ratunkowych. Tymczasem jedna z Fretek przerobiła jej pokój w "pokój miłości", ze zdjęciami i figurkami Jeremiasza. Kiedy druga Fretka to widzi natychmiast dzwoni do mamy i mówi jej, że chłopcy podzielili ją na pół i że zrobili drugą ją. Żeby to potwierdzić daje telefon drugiej Fretce, a ta przez chwilę rozmawia z mamą po czym oddaje telefon. Linda mówi, że Fretka bardzo dobrze naśladuje własny głos i rozłącza się. Koło pokoju przechodzą Fineasz i Ferb i dziwią się na widok dwóch Fretek. Chłopcy wchodzą do pokoju i mówiąc, że chyba miał miejsce drobny wypadek, proponują włączenie separatora molekularnego i złączenie Fretek. Jednak jedna z nich mówi, że nic z tego i że nie spocznie póki nie przyłapie braci, po czym wybiega z pokoju. Druga Fretka biegnie za nią. Po jakimś czasie obie wbiegają do Centrum Handlowego. Jedna Fretka oświadcza, że musi znaleźć mamę, a druga - Jeremiasza. Rozpoczyna się piosenka "Ja i druga ja". W Centrum Handlowym jedna z Fretek spotyka mamę i pyta się jej czy nie widziała Jeremiasza. Ta odpowiada, że niedaleko sprzedaje hot dogi. Fretka do niego idzie. Po chwili do Lindy przybiega druga Fretka i pyta się czy ją widziała. Linda odpowiada, że teraz ją widzi i pyta się jej czy nie szukała Jeremiasza. Ta odpowiada, że nie i odchodzi. Tymczasem Dundersztyc boi się wejść na wieżę i przepuszcza jedną osobę z kolejce. Jeremiasz sprzedaje hot dogi. Podchodzi do niego Fretka i pyta się czy widział Fretkę. On mówi, że teraz ją widzi. Wtedy dziewczyna zaczyna mu wyjaśniać, że nie chodzi o nią tylko o inną Fretkę i mówi że jeśli tu wróci i będzie miała kwiat we włosach to żeby jej powiedział, po czym odchodzi. Po chwili Jeremiasza odwiedza druga Fretka a on zauważa, że ma ona kwiat we włosach. Dziewczyna to potwierdza. Chłopak mówi, że musi wracać do pracy, ale kiedy skończy, może ją odwiedzić. Fretka entuzjastycznie się zgadza. Nagle podchodzi do nich druga Fretka i zabiera pierwszą ze sobą. Następnie do Jeremiasza przychodzą Fineasz i Ferb i pytają się go czy widział Fretkę. Ten zaczyna im wszystko wyjaśniać i chłopcy dochodzą do wniosku, że kiedy znajdą mamę znajdą obie Fretki. Heinz stoi pod wieżą i boi się skoczyć. Chłopiec, który jest za nim pyta się go czy Dundersztyc jest mężczyzną czy sznyclem. Doktora tak do denerwuje, że szybko wchodzi na wieżę, jednak natychmiast łapie się trampoliny i oświadcza, że jest dużo gorzej niż w jego wspomnieniach. Fretka tymczasem biegnie do mamy razem z drugą Fretką. Linda idzie do córki, jednak okazuje się, że druga Fretka gdzieś poszła. Fretka biegnie jej szukać. Po drodze mija sklep w którym druga Fretka kupiła ramkę na zdjęcie. Tymczasem mama kończy zakupy i pyta się Fretki czy jedzie z nią do domu. Fineasz i Ferb widząc Fretkę natychmiast podbiegają do niej i mamy. Fineasz mówi Fretce, że Jeremiasz ją odwiedzi i powinna się przygotować. Fretka przyznaje mu rację i idzie z mamą. Chłopcy mówią mamie, że oni też niedługo wrócą. Następnie podbiega do nich druga Fretka i pyta czy widzieli drugą Fretkę. Oni odpowiadają, że właśnie jedzie ona z mamą do domu. Fretka zaczyna za nimi pędzić. Fretka z mamą docierają do domu. Fretka natychmiast pędzi na górę, żeby przygotować się zanim przyjdzie Jeremiasz. Druga Fretka idzie do mamy i pyta się jej gdzie jest Fretka. Linda nie rozumie jej pytania. Ludzie na basenie pospieszają Dundersztyca do skoku. A kiedy ten nie reaguje. Chłopiec który był w kolejce za nim, omija go i skacze do wody. Tymczasem Fineasz woła Fretkę do ogródka mówiąc, że Jeremiasz przyszedł wcześniej, jednak jest to przebrany Ferb. Fretka oczywiście tego nie wie. Podekscytowana mówi, że już schodzi na dół. Dundersztyc uruchamia swój Patrz-gdzie-indziej-nator. Do ogródka wbiegają obie Fretki. Chłopcy więc uruchamiają swój rozdzielacz molekularny, żeby z powrotem je złączyć. Jednak przypadkowo nie odwrócili działania urządzenia i rozdzielają ją na całą gromadę Fretek. Do ogródka wchodzi mama. Jednak nie zobaczyła Fretek, bo urządzenie Dundersztyca trafiło również we wszystkich w ogródku. Dundersztyc jest gotowy do skoku, jednak jego inator trafił również w niego. Kiedy wpadł do wody oblała ona Patrz-gdzie-indziej-nator, przez co spowodowała zwarcie i inator się popsuł. Będąc w wodzie Dundersztyc krzyczał, że nie umie pływać, więc Pepe Pan Dziobak wskoczył do wody, tym samym uwalniając się z pułapki z kół ratunkowych, jedno rzucając Dundersztycowi. Doktor przeklina Pepe, ale też dziękuje mu za ratunek. Tymczasem Fineasz i Ferb odwracają działanie rozdzielacza molekularnego i łączą wszystkie Fretki w jedną, która przypadkowo staje na kamyku, który otwierał właz do kryjówki Pepe i wynalazek chłopców do niej wpada. Linda dziwi się mówiąc, że słyszała jakiś tłum i pyta się Fretki, o co chodziło. Ta jednak zrezygnowana odpowiada jej, że o nic. Rozdzielacz molekularny wpada do bazy i strzela w Monograma, który podobnie jak Fretka rozdziela się na dwie osoby. Fretka jest smutna i mówi, że niczego nie potrafi zrobić, nawet kiedy są jej dwie. Wtedy do ogródka wchodzi Jeremiasz z ramką, o której powiedziała mu Linda i którą kupiła dla niego wcześniej jedna z Fretek. Fretka zaczyna mu się tłumaczyć, że tak właściwie to nie była ona, ale rezygnuje. Jeremiasz mówi, że nawet podoba mu się ta ramka, jednak mówi, że skoda, że nie ma w niej zdjęcia i pyta się czy ktoś ma aparat. Wtedy Ferb wyjmuje aparat i robi zdjęcie Fretce i Jeremiaszowi. Zakończenie Scenariusz By zobaczyć pełny scenariusz odcinka kliknij tutaj. Piosenki Ja i druga ja Galeria Aby zobaczyć całą galerię, kliknij tutaj. Stałe elementy Za młody na... brak Kwestia Ferba Po tym jak przyłapująca Fretka ryczy niczym dzik i odbiegaFineasz: Jeśli molekularny separator po wszystkim nie zniknie - powinniśmy się zastanowić czy go nie zniszczyć. Ferb: Zgoda. Po zniszczeniu patrz-gdzie-indziej-inatora wszyscy patrzą w inną stronę. Fineasz: Na co się patrzymy? Ferb: Nie mam pojęcia. Jeremiasz: ...Problem tylko w tym, że nie ma w niej zdjęcia. Czy ktoś ma aparat? Fineasz: No pewnie! Ferb podnosi aparat Ferb: Uśmiech proszę. Jeremiasz i Fretka: Uśmiech! Pokazane na końcu zdjęcie wychodzi jednak paskudnie. Co robicie? brak Wiem co dziś będziemy robić! Fineasz: Dziewczyny, zdaje się, że miał miejsce drobny wypadek. Może włączymy separator molekularny i odwrócimy... Przyłapująca Fretka: Nic z tego! Nie spocznę dopóki was nie przyłapię i wiem już co zrobię! Idę powiedzieć to mamie! Romantyczna Fretka: Zaczekaj na mnie! Wybiegają Fineasz: Cóż, chyba już wiem co będziemy dzisiaj robić... Gdzie jest Pepe? brak Wejście do kryjówki Pepe W ogródku Pepe naciska grudkę ziemi z różą, po czym wskakuje do dziury wiodącej do kryjówki. Dżingiel zła brak Pamiętne cytaty Dundersztyc po otrzymaniu od Pepe koła ratunkowego. Dundersztyc: A niech cię i dziękuję, Panie Dziobaku. Inne informacje Baljeet pojawia się w tym odcinku, ale nic nie mówi. Pierwszy raz widzimy sypialnię Lindy i Lawrence'a. Jest to pierwszy odcinek, w którym Fineasz i Ferb zastanawiają się, czy nie zniszczyć swojego wynalazku. Powiązanie z serią Trzeci raz Fretka postanawia doprowadzić obiekt do swojej mamy ("Przenikanie", "Kręgielnia"). Aluzje Błędy Kiedy pojawiło się mnóstwo Fretek było ich 13, natomiast później tylko 7. v - e - d Fineasz i Ferb - Odcinki Sezon Pierwszy Kolejka | Plażowa impreza w cieniu krasnalowego terroru | Jednostrzałowiec | Szybcy i Fineaszowi | Światła, Fretka, akcja | Bamber w akcji | Fretka traci głowę | Ja, Brobot | Kilku wspaniałych | La-Zima | Cyrk z alergią | Nasza własna mumia | Kup pan dziecku cegłę | Zabieraj mi tę wielką stopę z twarzy! | Wehikuł ambarasu | Wybieg na wybiegu | Lody z migdałkami | Przygotuj się na Bettys | Rozpacz parkuje | Ballada o Złobrodym | Urodziny mamy | Podróż do wnętrza Fretki | Robo-drzewa | Stary, zbieramy znów kapelę | Grecki jak błyskawica | Przyłap ich! | Wyrzut przed metą | Najleniwszy dzień w życiu | Mój chłopak, Neandertalczyk | Wyprawa do głębi Buforda | Przestań grać w tego golfa | Czy ten dziób mnie pogrubia? | Rycerski turniej | Wystarczy jeden porządny strach | Skok w kosmos | Fineasz i Ferb nakryci | Latający Rybiarz | Przygoda z uliczną kamerą | Kręgielnia | Potwór Fineasza i Ferbensteina | Miłośnicy sztuki | Festyniarski festyn naukowy | Festyniarski festyn naukowy, inna historia | Uczciwa gra? | Kometa | Żywy film | Wiwat, Doofania! Sezon Drugi Potwór z Loch Noss | Wywiad z dziobakiem | Końcówki świata | Atak 15-metrowej siostry | Ogrodowe akwarium | Dzień żyjącej żelatyny | Podstawy, moja droga | Nawet nie mrugnij | Pan Dziobak | Pepe znosi jajko | Oszukać system | Przygody Hika | Thaddeus i Thor | Samolot! Samolot! | Zagrajmy w Quiz | Myjnia samochodowa | O, tu jesteś, Pepe | Rodzinka Fineansonów | Fineasza i Ferba muzyczno-klipowe odliczanie | Kwantowa opowieść | Zabawa w chowanego | Wrażenie tonięcia | Baljeatelsi | Samodzielna Vanessa | Jak dziobak z królikiem | Dzień w Spa | Chłopcy z Bańki | Izabela i Świątynia Soku | Rozchmurz się, Fretka | Jak zostać Ognikiem | Kodeks Łobuza | Lalka Mary | Co to robi? | Atlantyda | Zdjęcie | Konkurs tańca | Opiekunka do dziecka | Robot w średnim wieku | Ferie zimowe Fineasza i Ferba | Tajny agent Carl | Parada | Przenikanie | Wielki dzień Fretki | Inwazja poferbaczy ciał | To nie dla dzieci | Czarnoksiężnik | Dziób | Nie Fineasz i Ferb | Przyłapiaczki | Zaklinacz Jaszczurek | Robo-rodeo | Tajemnica sukcesu | Dundowa strona księżyca | Burmistrz Fretka | Lemoniada | Labirynt | Max Modem | Rycerze w kosmosie | Hawajskie Wakacje | Rozdwojona osobowość | Spranie mózgu | Przyłapana Fretka | Szafa grająca | Lato to wrażeń moc | Kolejka: Musical Sezon Trzeci Biegnij, Fretka, biegnij | Ostatni pociąg do wpadki | Piękne wnętrza | Fretkemiasz | W brzuchu bestii | Księżycowa farma | Retrospekcja | Zadaj głupie pytanie | Inny dziobak | Fretka rozłączona | Latający Dywan | Czupiradło | Pieczeniowa niespodzianka | Okręg Trzech Jaskiń | Dynastia Dunów | Przerwa | Prawdziwy chłopiec | Czy mnie słyszysz, mamo? | Wycieczka | Łapu Capki | Tour de Ferb | Gol, gol | Pepe Pan Aktor | W sam środek | To Duch! | Klątwa Fretki | Ucieczka z wieży Fineasza | Pozostałości dziobaka | Ferb Łacina | Festyn Plackowy | Rodzinne Święta | Krokodylek | Ferbowizja | Mama w domu | Młody Monogram | Ekskaliferb | Potwory z Id | Wielkie mrówki | Agent Dun | Fineasz i Ferb i Świątynia Sołotitje | Przeznaczenie | Skaczmy | Najcichszy dzień w historii | Koniec przyjaźni | Placek z Dunderkami | Tajemnica Buforda | Śpiąca niespodzianka | Nasz własny spodek | BezHikność w Seattle | Mamo Ściągacz | Mózgus Maximus | Kawka z wrogiem | Skarb Trzech Stanów: But Tajemnic | Dunderbak | Norm wyzwolony | Zderzenie planet | Droga do Danville | Gdzie jest Pepe? Część 1 | Gdzie jest Pepe? Część 2 | Zaciemnienie | Co przegapiłem? | Twoja retrospekcja Sezon Czwarty Mucha | Moja bryka | Tylko dla twoich lodów | Szczęśliwego Nowego Roku! | Huncwot Pilnuje | Ogródkowy miszmasz | Kinderlumper | Tylko desery | Dzień Pszczół | Pszczela Opowieść | Zmiana planu | Węzeł | Zamiana umysłów | Pierwotny Pepe | La Fretka-Cabra | Wszystkiego najlepszego, Izabelo! | Wielkie kule wody | Gdzie jest Pimpuś? | Fineasz i Ferb: Misja Marvel | Nie, dziękuję | Trojańska opowieść | Miłość od pierwszego bajtu | Właściwy obrót | Strachy na lachy | Ja to mam szczęście | Zwrot | Burza niedoskonała | Paromaniacy | To nie jest piknik | Przerażająca Trójstanowa Trylogia Strachu | Druselsteinoween | Zmierz się ze strachem | Ultimatum Klimpaloona | Dusiek 101 | Dzień Ojca | Operacja: "Placuszek z kruszonką" | Fretka-facetka | Opowieści ruchu oporu. Powrót do drugiego wymiaru | Powrót zbuntowanego królika | Żyj i pozwól jechać | Zagubieni w Danville | Metoda Inator | Czas dojrzeć | Fineasz i Ferb ratują lato | Noc żywych aptekarzy | Fineasz i Ferb: Star Wars | Ostatni dzień lata | Fineasza i Ferba Muzyczno-Klipowe Odliczanie prowadzone przez Kelly Osbourne | Z akt Odcinki specjalne Fineasza i Ferba muzyczno-klipowe odliczanie | Ferie zimowe Fineasza i Ferba | Lato to wrażeń moc | Kolejka: Musical | Retrospekcja | Fineasz i Ferb: Podróż w drugim wymiarze | Rodzinne Święta | Gdzie jest Pepe? Część 1 | Gdzie jest Pepe? Część 2 | Twoja retrospekcja | Fineasz i Ferb: Misja Marvel | Fineasz i Ferb ratują lato | Fineasz i Ferb: Star Wars | Noc żywych aptekarzy | Ostatni dzień lata | Z akt | Fineasza i Ferba Muzyczno-Klipowe Odliczanie prowadzone przez Kelly Osbourne | Efekt Fineasza i Ferba Filmy Fineasz i Ferb: Podróż w drugim wymiarze | Fineasz i Ferb: Fretka kontra Wszechświat Janusz KorczakKajtuś CzarodziejWarszawa 2016DedykacjaTo trudna trudną książkę poświęcam niespokojnym chłopcom,którym się trudno chcieć i silnie, i wolę być jest jest jak dziwny ma silną wolę i silną chęć służby ludziom,temu życie pięknym będzie droga do celu była poplątana, a myśli jeszcze kiedyś dokończenie pierwszyKajtuś lubi się zakładać – Kajtuś wchodzi do sklepów i udaje, że chce coś kupić – a nie ma ani grosza– A bo co?– Bo nic.– Nie wierzysz?– Nie.– To się lubi się zakładać z kolegami.– Załóż się, że zafundujesz do kina.– Dobrze, zgoda.– Daj rękę. Pamiętaj: w niedzielę kino.– Ale poczekaj – zaraz.– No widzisz, już się boisz.– Nie boję się, tylko chcę wiedzieć, jak to powtarza:– Wejdę do dziesięciu udawał, że chcę coś mam ani grosza w kieszeni.– Mówiłeś, że do dwunastu sklepów...– Niech będzie Wstąpi. Niby, że ostatnia ostatni na głowy.– Więc idziemy?– schody, już ulica.– Ja będę stał przed sklepem.– Jak sobie chcesz. Tylko nie śmiej się w szybę, bo się sklep – Kajtuś do wydaje lekarstwa powoli, żeby się nie pomylić – Kajtuś cierpliwie czeka swej kolejki.– A tobie, mały, czego?– Proszę o dwa zeszyty: jeden w kratkę, a drugi do rysunków.– Nie mamy do rysunków, tylko wszystkie w kratkę – zażartował pan aptekarz.– To ukłonił się się panom zrobiło.– Idź na prawo – obok. Tam dostaniesz.– się ukłonił i koledze, jak apteki jest sklep pomocy się.– Proszę o ciastko z kremem.– Czego?– Ciastko czekoladowe z kremem.– A ty ślepy jesteś? Nie widzisz?– Owszem, i dziwi się, czego od niego chcą.– Chodzisz do szkoły?– Chodzę.– Nie wiesz, gdzie się ciastka kupuje?– Jeszcze nas nie nie wie, co się pan.– Na co czekasz?– Już wychodzi.– No co? – pyta się kolega.– Obraził się. Złośnik jakiś.– On taki zawsze – mówi kolega. – Znam ten sklep. Nigdy tu nie kupuję.– To trzeba było powiedzieć.– Myślałem, że ci się uda.– No i udało się. Przecież mnie nie wchodzi do trzeciego spożywczy. Są tu sery, masło, cukier, śledzie, sielawy.– Dzień dobry.– Dzień dobry.– Czy można dostać wieloryba?– Wieloryba?– Tak. Dziesięć deka. Marynowanego.– A kto cię przysłał?– Kolega. O, stoi tu przed sklepem.– Powiedz koledze, że łobuz, a ty gapa.– Więc nie ma?– Nie, nie ma. Będzie dopiero.– Kiedy będzie?– Jak się ociepli. No, dosyć. Ruszaj! Drzwi zamknął drzwi i opowiada, jak było.– Nie bałeś się, że pozna?– A co? Sprzedają morskie łososie. Śledzie też są morskie. Nie wolno się zapytać?– Czekaj. Dopiero trzy sklepy. Możesz jeszcze przegrać.– – mały nie ma pora obiadowa, a sprzedał dopiero parę sznurowadeł i pudełko pasty do żeby kto Kajtuś.– Proszę sera szewc, czy się domyślił, że żarty, czy zły, że głowę za pasek.– Dam ja ci sera, błaźnie jeden!Zamachnął bardzo się udało, trzeba było prędko Kajtuś kilka małych się przed fryzjerem i myśli.– Ale ty ciągle to samo. To nie sztuka.– Nie podoba ci się, to nie. Sam sobie chodź i wymyślaj co innego.– No już dobrze. A tu co powiesz?– Nie spiesz się. Poczekaj. tu. Czysto. w różnych butelkach. Mydła kolorowe. Grzebienie. Pomady. czyta książkę.– Czego sobie życzysz, kawalerze? – pyta się młody i wesoły.– Proszę o pomadę na porost królewskich wąsów.– Dla kogo?– Dla przerywa czytanie i oczy szeroko otworzył.– A na co ci wąsy?Kajtuś patrzy naiwnie i mówi:– Na przedstawienie w szkole.– A co będziesz przedstawiał?– Króla Sobieskiego.– Mogę namalować ci wąsy.– Ja wolę prawdziwe.– A potem co zrobisz po przedstawieniu?– A Niech mu pan da wody kolońskiej.– Nie chcę – otrząsa się Kajtuś.– Dlaczego nie? Będziesz pachniał.– Nie chcę. Chłopaki śmiać się będą. Powiedzą, że się chcę żenić.– A ty się nie chcesz żenić?– Pewnie, że nie. Na co?Nudzi się młodym w sklepie, więc radzi weszła kupująca. Rozmowę przerwała.– Przyjdź, to cię pomaluję. Będą jak prawdziwe.– Ale zaprosisz nas na przedstawienie? się niecierpliwi.– Coś tak długo siedział?– Perfumować mnie chcieli.– Za darmo?– No chyba.– Dlaczego nie dałeś?– Co mają towar marnować? Pożartować można. Ale nie jestem pętakiem. Nie lubię oszukańców.– No Kajtuś do mydlarni. Prosi o truciznę na mu.– Masz na pchły, na pluskwy i na karaluchy.– U nas nie ma pluskiew ani karaluchów. Mama kazała tylko na pchły.– Nie szkodzi. Ten proszek dobry, wszyscy go kupują. Pokaż, ile masz mocno zaciska pustą pięść.– Nie... Muszę się zapytać... Muszę się słuchać mamy.– No to idź się zapytaj. I powiedz, że złotówkę kosztuje. A wy daleko mieszkacie?– Tu zaraz.– Jak będziesz często kupował, dostaniesz cukierków... O, widzisz.– słój z cukierkami.– Mądra baba: dawaj jej zaraz złotówkę! Myśli, że się połakomię na cukierek. Pewnie farbowane. Ile już było sklepów?– Sześć.– Akurat połowa.– No, idziemy dalej.– Czego się spieszysz? Niech trochę odpocznę. Już mi się w głowie nic. sklep – ogrodniczy.– Czy można dostać palmę kokosową?– Nie ma.– Niech pani poszuka. Pan od przyrody kazał.– Więc powiedz panu od przyrody, że ma fiołki w głowie.– Wcale nie. Nasz pan wie, co mówi. Nieładnie tak uczyć dzieci. Nie wolno nauczyciela obrażać.– Wynoś się, smarkaczu! Morały mi będzie prawił.– Pewnie, że morały, bo się tak nie drzwiach pokazał jej język.– Szkoda, że nie dodałem, żeby się kazała wypchać trocinami i wytapetować.– Czegoś taki zły?– Bo mi się już znudziło tak łazić.– Trudno, założyłeś się.– Wiem bez ciebie. Zacząłem i sklepikiem stoi balon z wodą sodową.– Proszę o szklankę nalała – Kajtuś:– Nie chcę wody, tylko sodowy zrobił niewinną minkę. Ale ona nawet nie się i chlusnęła się w porę trafiła.– Żebyś ręce i nogi połamał, złodzieju!Nie jest Kajtuś pętakiem ani złodziejem. Przecież mógł wodę wypić i uciec. A pić mu się chciało.– Sama na nią zły, i na na kolegę.– Te, słuchaj – pyta się kolega – co znaczy: fiołki w głowie?– Pewnie, że nie wie, co gada. Sam się możesz się przed fotografem.– Wejdę z tobą.– Jak sobie Ile kosztuje pół tuzina gołębi?– Jakich wam znowu gołębi?– Pocztowych, gabinetowych. Będziemy trzymali gołębie na kolanach.– A pieniądze macie?– Jeszcze nie. Ale się postaramy.– Naprzód się postarajcie, a potem przyjdziecie.– Co pani z nimi gada? – wtrącił się pan w okularach.– Tu się tylko ludzi fotografuje. I sobie:– Ten nazwał mnie osłem, tamten smarkaczem. Ta wodą oblewa, tamten zerwał się do dlaczego?– Bo nie mam tak mieć złotówkę, wszyscy byliby do kina wpuszczą. I wodę dadzą – nie tylko czystą, ale z sokiem.– Ile już było sklepów?– Osiem.– Nieprawda, bo dziewięć.– Może się liczyć: razem z przekupką – dziewięć.– No jazda!Do następnego sklepu znów weszli razem.– Proszę pokazać przekłada, przymierza. Ogląda klamrę. Liczy dziurki. Chucha, wyciera. pasek za cienki, ten za ciemny, tamten za panienka co jeden położy, to drugi zaraz chowa do pudła.„Boi się, że ukradnę” – pomyślał dziwnego. Różni się w sklepach kręcą. Przychodzą – nudzą – nie kupują. I naprawdę ukraść wie, ale się gniewa, że o koledze myśli:„Jaki on teraz odważny. Wchodzi ze mną razem, a gęby nie umie otworzyć”.Ano, wybrał pasek: ładny skautowski.– Ile kosztuje?– Dwa złote pięćdziesiąt groszy.– Za drogo.– Ile kawaler myślał?– Kolega kupił taki za czterdzieści groszy.– To idź tam, gdzie kupił kolega.– Dobrze, pójdziemy.– Znaleźli się mądrale. Jeden wybiera, a drugi się rozgląda. Znamy was.– I ja panią i przegoniła.– A co byś zrobił, gdyby oddała?– Głupi wie, co by zrobił. Szukałby po kieszeniach, niby że zgubił mówić nie chce, niech się sam domyśli.– Więc jutro fundujesz się i czeka na się zawahał.– Poproszę ojca – pewnie da.– A jak nie da?– To już na pewno w przyszłą skrzywił się i machnął niechętnie ręką. Pomyślał:„Ot, zakładaj się z takim szczeniakiem...”W sklepie z papierosami pożałowali nieśmiało w kącie i czapkę gryzie.– Czego chcesz, mały?– Kiedy się wstydzę.– Mów, nic ci nie zrobię.– Bo majster kazał kupić trzy papierosy.– Jakie?– Brzydko się nazywają.– Gadaj śmiało.– Powiedział, że nabije, jak nie przyniosę.– Więc powiedz.– „Psia morda” się zakrył czapką oczy.– Upił się twój majster. Niech się wyśpi.– Właśnie się już obudził.– Ty ze wsi? – zapytała się pani.– A ze wsi, proszę pani.– Zaraz znać: nieśmiały. Ot, wysyłają dzieciaka do miasta na poniewierkę.– Już chyba pójdę – mówi Kajtuś.– Ty pewnie głodny?– Nie, nie bułkę. Weź, Kajtusiowi, czy z żalu, czy z tego zmęczenia, łzy napłynęły do oczu.– Nie wstydź się, weź.– Nie się wyniósł.– Czego płaczesz?– No... Mucha czy coś – wpadło mi do Ostatni sklep, dwunasty. chciał wejść, bo woli delikatniejsze sklepy. Ale kolega namówił.– Wejdź. Nie bój się. Już boi się. Nieostrożny.– Przepraszam. Czy można wyprasować kota?– Kota? – zdziwiły się panny.– Tak. Zdechłego. Z nie zauważył, że koło drzwi siedzi narzeczony panien. A ten cap go za kark.– Poczekaj. Ciebie wyprasujemy. Dawaj, Franka, gorące Mocno trzyma. Położył Kajtusia na deskę do prasowania.– Czego pan chce?– To jest wypchany wyrywa się, tylko prosi:– Niech pan się panna Frania.– Puść go, głuptasa.– Nie głupi on. Cwaniak, struga tylko wariata.– A ja mówię, że nie. Dobrze mu z oczu patrzy.– Ja wszystko wytłumaczę – jęczy Kajtuś.– Dobrze, więc co to za zdechły kot?Patrzy Kajtuś, że drzwi że teczkę oddał koledze: lżej było uciekać.– Poczekaj! Spotkamy się. Poznam cię. Dostaniesz za go kolega.– Cóżeś tak uciekał?– Widać, że trzeba było.– Nie powiesz?– Nie wymówiłeś, że mam opowiadać. Dawaj teczkę. I sam sobie idź do kina. Ciesz się, żeś ze mną nie wszedł: dostałbyś, się pogniewani. Nie pierwsza kłótnia nie pierwszy zakład. Bo lubi się Kajtuś raz w szkole o ciekawsze: mecz czy kino? Czy kąpiel, czy łódka? Rower czy ślizgawka?Mówi Kajtuś, że filmy dorosłych zawsze kończą się całowaniem.– Chodź, pokażę ci, jak się całują.– Chłopaka nie sztuka, ty pannę pocałuj.– Oo, mądry. Sam spróbuj.– Myślisz, że nie? Więc dobrze: załóż się o porcję lodów.– Dobrze: daj ostatnia Spakowali Brama. Ulica.– Wy idźcie za sam że się nie chce zaczepiać. Przykro. Bo się nastraszy. Zresztą powiedział, że „panna”. Więc to zrobić? Idzie. Rozgląda Patrzy. Myśli. Patrzy. Czeka.– Ta nie. I ta o te lody, ale wstyd przegrać. Musi postawić na nareszcie Uczennice. I starsze. Śmieją się. Rozmawiają. Nie spieszą drugą nazwała Słuchaj, Zośka, jak znów przyjdziesz...Więcej Kajtuś nie słyszał. Ale ma ręką znak, że zaczyna. Przeszedł na drugą stronę, wyprzedził je i wrócił – i prosto na Głowę zwiesił, niby je mija. Nagle staje. Spojrzał.– Ooo, Zośka! Kiedy przyjechałaś?Ona patrzy. Stoi on – hop! Objął za szyję – i pac! – jeszcze się nachyliła. Tak się pysznie oprzytomniała.– Ty co za jeden?– Ja? Ano Kajtuś.– Co znów za Kajtuś?– Nic – taki się, że niby pocałunek w patrzą, dziwią się – aż się domyśliły.– Poczekaj, andrusie!– A to zuchwały chłopak!– Skąd wiedział, jak się nazywam?Kolega był wtedy honorowy i miał dwadzieścia się lodami po też dostał, choć mu się nie taki jest Odważny. W głowie różne taki, zanim jeszcze zaczął chodzić do taki, zanim jeszcze stał się drugiSkargi na Kajtusia – Blizny – Antoś czy Kajtuś? – Papierosy pali – Mysz koło piecaSkargi i skargi na Kajtusia.– Utrapienie z chłopakiem – wzdycha mama.– Nie biłem, ale jak stracę cierpliwość – grozi ojciec.– Dobrze mu z oczu patrzy – uśmiecha się babcia.– Głowę ma dobrą – mówi ojciec.– Do wszystkiego ciekawy – dodaje mama.– W dziadka się wrodził – uśmiecha się i stróż, że z okna rzucił śledzia na głowę gospodarza domu.– Rzuciłeś?– pierwsze: wcale nie śledź, a tylko ogon drugie: nie na głowę, a na trzecie: nie z okna, a przez poręcz czwarte: nie Kajtuś, a inny dodatku nie trafił – stróż, że pogasił światła na wszystkich schodach.– Nieprawda. Wcale nie na wszystkich, a tylko w jednej sieni. Skąd stróż wie, że akurat ja? Może kto inny? Może kto jeszcze? Może dziewczynka zgasiła, a nie chłopiec? Może strażak zgasił? Są przecież w Warszawie stróż, że Kajtuś dzwoni i ucieka.– Dzwonię – tak – ale w innych bramach. Nie w naszej. Raz dzwoniłem – dawno.– Dlaczego dzwonisz?– Tak chce wiedzieć, czy dzwonek nie zepsuty. Czasem z nudów. Czasem ze złości, że idzie do szkoły, a głupi dzwonek wisi sobie jak hrabia i nic nie stróż:– Wyrwał kamień, powyginał już zupełnie nawet, kto to zrobił.– Ja sanki zbijałem, ale młotkiem, wcale nie kamieniem. A deskę oparłem o schowek, a nie o świadka. Może przyprowadzić chłopca, który mu młotek pożyczył i deskę przychodzą na skargę.– Szybę stłukł. Kamień rzucił.– Widziałem, jak uciekał. W psa rzucił.– Nie w psa, a w kota. Nie kamień, a kawałek cegły. Zupełnie inny chłopak wybił szybę kamieniem. – Tylko uciekli kto, ale nie powie.– Dlaczego ta pani dobrze nie widzi?A jeszcze przychodzi na skargę i każe płacić za szybę?Bo wygląda tak, że już nikt nic złego, tylko wszystko przecież gorsi od sam nie zrobił, to jeden z jego koleżków”.Więc co? Za wszystkich ma odpowiadać czy tylko za siebie?Był szkoły jeszcze nie kąpać się w zostawił na pływa – potem wychodzi z wody. I widzi z daleka, jak uciekają zabrali: spodnie, buty, czapkę, nawet się zlitował, owinął w swoją marynarkę i zaniósł Kajtusia do była awantura, że też są między Kajtuś nie ruszy cudzego. Brzydzi się tylko różne żyła Helenka, skakali ze schodów; z jednego, z dwóch, z trzech, z czterech i z pokazać, że skoczy bez trzymania za pokazał: skoczył z pięciu schodków. Byłoby się udało, ale miał nowe buty... śliskie podeszwy...Potem długo leżał w na głowie włosy mu w tym miejscu nie się nazywa bliznę ma Kajtuś na nodze, bo go pies rzeźnika mówili chłopcy, że pies się nie da pogłaskać.– Zły pies.– Spróbuję ostrożnie. Może się ostrożnie. I nie udało się, że przeleci przed tramwajem.– Możesz się przewrócić. Daj lepiej spokój.– Czego się mam przewrócić?– Nie zdążysz.– To się zakład nie został rozegrany. Motorniczy w porę zatrzymał, zahamował tramwaj; ale policjant przyprowadził Kajtusia do mu cały tydzień na podwórko sam został w zrobić niespodziankę: że porąbie drzewo też się nie już trzecia blizna Kajtusia, na palcu lewej mogło być jeszcze gorzej. Bo znów w domu został. I chciał lampkę zapalić przed się firanka. Ale akurat babcia weszła i ogień taką ma Kajtuś naturę, że musi widzieć, wiedzieć, a potem sam mu mama bajkę o Ali Baba był to wódz zbójca. Czterdziestu ich było. Ali Baba dowódca – zbójcy w lesie piwnicę. Nazywała się ta piwnica – Sezam. Tam chowali skarby zrabowane. Tam worki z dukatami i złoto, i drogie kamienie, i piwnicy prowadzą tajemnicze powiedzieć:– Sezamie, otwórz się:Drzwi same się bardzo Kajtuś w łóżku i myśli o skarbach potem pyta się ojca:– Czy są skarby prawdziwe?Nie w bajce, a gdy mu mama i babcia dobrze nie wytłumaczą, chce sprawdzić u ojca.– Są skarby – mówi ojciec. – Były wojny na ziemiach naszych. Nieprzyjaciel palił i rabował, a ludzie zakopywali, co cenne. Nawet niedawno pisali w gazetach, że w polu znaleźli garnek z ojciec, że minister drukuje papierowe pieniądze, bo złoto za ciężkie do noszenia: więc sztaby złota leżą schowane w Kajtuś nie zrozumiał dobrze, bo było za trudne. A może był wtedy śpiący.– No, trzeba Idzie z babcią do piwnicy po się pod ziemię. A tam drzwi i długi korytarz. A tam różne małe drzwi, do każdej piwnicy zapaliła świecę. Idą. A w kącie korytarza stoi się Kajtuś za wzięła węgiel do kubełka i wychodzi. A Kajtusia nie babcia:– Antoś, Antoś!Gdzie się chłopak podział?A on przykucnął za beczką i czeka babcia: pewnie już na podwórku. I zamknęła piwnicę na Kajtuś w ciemnym korytarzu. Ale się nie boi. Myśli, czy aby uradzi ciężką sztabę w beczce: pierwsze drzwi i mówi:– Otwórz się, Namacał drugie drzwi:– Otwórz się, wraca. się, szuka. Już nawet nie wie, gdzie jest. Sam jeden tak błądzi. Ciemno, otwórz zaczął płakać. Przestraszył się może duchy albo szczury?Mały był. Do szkoły jeszcze nie wali ręką w że już się nie babciu!...I naprawdę mógł długo siedzieć, bo babcia go nie szukała. Bo czy to pierwszy raz Kajtuś na ulicę albo gdzie do sąsiadów?Już mu głosu zabrakło.– Babciu, tatku, mamo!A na schodach ludzie nie słyszą, bo stukają butami. I Kajtuś stoi nie przy drzwiach, a na końcu, gdzieś koło listonosz przyszedł i w torbie listy układa. Stoi w sieni. Usłyszał. Słucha. Co to? Ktoś tam w piwnicy się:Dlaczego nie odezwałeś się, kiedy cię babcia wołała? Dlaczego za beczkę wlazłeś?Nie żeby się kary się. A jeszcze go Antoś, Antoś. Zawsze jakieś imię Kajtusia jest Antoś. Tak nazywają go w został na podwórku między stoi raz przed bramą i pali i dmucha, pociągnie i stara się, żeby dużo dymu było. Bo zapłacił pięć groszy, więc chce, żeby było kupić czekoladkę, ale papieros ulicą przechodzi się, patrzy, śmieje No! Mały taki Kajtuś, a kurzy jak stary.– Więc co?Zawstydził się Antoś i chłopcy zaraz: – Kajtuś, mały Kajtuś!Źli byli, że nie dał pociągnąć. Sami bali się palić, ale tak już zostało: nie Antoś, a przezwiskami jest tak. Jeżeli się nie gniewać, to często zapomną i przestaną. Jeżeli się złościć, to właśnie jeszcze bardziej. Bo lubią bił, nie dał się przezywać. Ale co jeden poradzi ze wszystkimi?A dwóch Antosiów było na podwórku, więc nawet wygodniej, że jeden z nich Kajtuś. Wiadomo, kogo wołają. Wreszcie się przyzwyczaił, ale niezupełnie. I w ogóle – nie lubi rok chodzi Kajtuś do szkoły, a nie znalazł na długo dobrego kolegi. Mało naprawdę porządnych. Bo tylko udają. się. Ze strachu spokojni, bo w domu na nich krzyczą albo biją. Tacy najwięcej też nauczył się kręcić i można się zanadto przyznawać. Gdyby dorośli lepiej rozumieli, wtedy co Kajtuś:– Nie wiem, czego ode mnie wie Kłamstwo od początku do we środku jest trochę Pobił tak, że się chłopiec ruszyć potem nie mógł.– Co się ma nie ruszać? Przecież nie zabiłem.– Mało mu ręki nie odpowiadaj nie za to, co naprawdę zrobiłeś, ale i za to, co się mogło Są chłopcy poważni, ale cicha woda, albo Odsuń się.– Przestań.– rok chodzi Kajtuś do i tu ciągle przyszedł do pierwszego oddziału, pani go pochwaliła.– Umiesz już czytać. Kto cię nauczył?– Sam się nauczyłem.– Zupełnie sam?– Wcale na pierwszej zaczęło się:– Siedź prosto. Nie kręć się. Nie Nie kręć się. Siedź spokojnie. Nie baw się ołówkiem. godziny łatwy. Potem coraz nareszcie dzwonek?Opowiada pani coś ciekawego. Wtedy okropnie złości, że przerywają. Pani zaczyna się gniewać, aż słuchać się domu wolno oprzeć się o stół, gdy ojciec opowiada, wolno oprzeć się o łóżko, gdy mama mówi bajkę, oprzeć się o kuferek, gdy babcia wspomina dawne domu wolno pochylić się i przeciągnąć, zapytać, gdy się nie w szkole chcesz powiedzieć słówko, zaraz podnoś dwa palce do góry i tak. Dużo w klasie dzieciaków i pani nie może osobno rozmawiać, bo inni zaczną hałasować. Ale to strasznie przeszkadza.– Cóż, Antoś? – pyta się ojciec. – Jak ci się w szkole powodzi?– Hm.– Co w szkole słychać?– bardzo nawet lubi rozmawiać o go pani na czwartą ławkę koło nie wolno przez okno pierwszej ławce sąsiad był spokojny, a ten z czwartej zaczepia. Z tyłu za ucho ciągnie. Nie boli, ale czego zaczyna?Chcesz powiedzieć, żeby przestał, i pani zaraz:– Nie odwracaj się.– A co zrobię, jak muszę?– Idź do kąta.– Pani nie wie i mówi – mruczy Kajtuś.– Wyjdź za wezwali ojca do szkoły.– Co tam zwojowałeś?– Biłem się z chłopakiem. Zaczął rozpowiadać, że się Kajtuś nazywam.– No bo prawda: tak cię nazywają.– Więc co, że prawda? Co innego podwórko, co innego szkoła.– Trzeba było mu wytłumaczyć.– A jakże. Będzie się słuchał.– Bić się nie wolno.– Wiem.– Oj, Antoś, źle zaczynasz. Oj, Antoś, bo jak stracę cierpliwość...W kancelarii pani bardzo się skarżyła.– Nie słucha się. Niedobry dla kolegów. Rozbija się. się ojciec.– Musisz się się, ale co?Parę dni już dobrze, potem znów ktoś przed Kajtusiem i trąca go łokciem; nie jego, a Zabierz on:– Bo co? Nie pozwolisz?– Poczekaj: dam ci po dzwonku.– Dużo się go ręką tylko, a on zawadził łokciem o kałamarz i atrament kłamie pani nie wierzy się uda, a Kajtusiowi się na lekcji cichy, na przerwie coś złość już nie warto się nie zawsze można wytrzymać, jak go coś skusi albo żart przyjdzie do nudzi się Kajtusiowi na pan patrzy na zegarek i czeka na robić, żeby się prędzej skończyło?Ano – wskakuje na ławkę.– Oj, proszę pana, mysz. Tam w dziurce koło pieca. Jeszcze widać uwierzył.– Wstydź się. Duży chłopak i boi się w śmiech. Żeby się panu przypodobać.– Myszy się boi. Tchórz!Schodzi Kajtuś z ławki i mówi:– Phi. Nie było żadnej myszy, tylko tak nabujałem.– Była – mówią.– No to poszukaj, gdzie przy piecu naprawdę nie że panu smutno, więc chciał pan się pisze kartkę do dzwonek go że czyta dużo, i myśli poważnie, i na lekcji zadaje mądre że koledzy wcale nie za to go szanują, a właśnie za jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.

trzej chłopcy podzielili się czekoladą