Evey Nie 21 marca 2010 roku, godz. 2:00 Nie pasuje mi Rozpuszczony cukier osładza herbatę ;-) akala Myśl 15 lipca 2010 roku, godz. 15:57 117,2°C
Kobieta jest rodzajem dekoratywnym, nigdy nie ma nic do powiedzenia lecz to nic wypowiada w czarujący sposób. ani101 Myśl 7 września 2009 roku, godz. 23:00 14,4°C
Choc można ciągle wierzyć w wyimaginowanych przyjaciół, albo wrogów, to jednak, da się żyć normalnie, z atakami bojaźni, czy chęci zabawy na szczycie wierzowca z owym nie istniejącym przyjacielem. Nie jest to jednak, ciągły strach, czy próba zamieszkania na dachu wierzowca, czyli można podpiąć to pod "upust" Pozdrawiam
Myśli.. Wszystkie nie do spełnienia Przeszłość czasem boli. Lecz my musimy dalej żyć Dla siebie samych cząstką świata być. Dać radę, głowę podnieść wysoko. I mimo, że wiatr ciągle w oczy wieje Wokół Ciebie są i przyjaciele. Jego już nie ma.. Co było nie wróci. Nikt Ci tego nie zwróci. Więj wyjdź do ludzi i Żyj!
Dalszy ciąg mojego opowiadania "Nigdy!" już czeka! Zapraszam i pozdrawiam ;) pod parasolką Myśl 16 lipca 2010 roku, godz. 22:12 219,7°C Wspomnienia są jak korzenie.
Nie wiem, jak hieny, ale tygrysy potrafią być cierpliwe. Na przykład gdy ukrywają się w wysokich trawach, w kierunku których biegną antylopy. Mimo wielu antylop biegnących obok, tygrys czeka na tą jedyną, która biegnie wprost na niego. Poza tym autor kierował swoje słowa do ludzi.
Wyszukiwarka, wyniki wyszukiwania frazy: słaby charakter. Nie chodzi tu więc o to, czy ktoś jest słaby, czy silny, tylko - czy może przetrwać miarę swojego cierpienia, moralnego czy fizycznego.
"Są ludzie, którzy połamali i spalili moje serce. I tacy, którzy budują je ponownie w całość. Za tymi pierwszymi palę mosty. Dla tych drugich buduję
karma nigdy nie gubi adresu moi mili #foryoupage #foryou #dlaciebie #buziaki #warmiamazury #niepomijaj #fypシ #nowekonto アプリを入手 TikTokアプリをゲット
"Człowiek, który wyrządził Ci krzywdę i jest świadom tego, zawsze będzie myślał, że Twoje słowa są o nim, a Twoje działania skierowane przeciwko niemu.
bqxBjp. Karmę dla kota kup w e-sklepie Kakadu » Nadmierne wypadanie sierści u kota może mieć różne przyczyny. Niektóre zupełnie niegroźne, choć ich efekt bywa uciążliwy. Inne jednak stanowią poważny problem, którym musimy się bezzwłocznie zająć. Dlaczego kotu wypada sierść? Całkowicie normalnym zjawiskiem jest na przykład linienie związane ze zmianami pór roku. Szczególnie intensywne jest ono na wiosnę, gdy zwierzę gubi gęsty podszerstek, który zimą chronił go przed mrozami. Koty przebywające wyłącznie w domu mogą tracić sierść przez cały rok, co jest związane ze sztucznym oświetleniem i ogrzewaniem, które zakłócają pewne naturalne procesy zachodzące w kocich organizmach. Inną przyczyną utraty włosów jest stres. Kocie futro może wychodzić wówczas dosłownie całymi kępami. Ta kocia reakcja jest istnym przekleństwem hodowców, którzy poświęcają długie godziny na przygotowanie futra swoich pupili do wystawy kotów rasowych. Cały ich wysiłek idzie na marne, gdy futrzak zestresowany zgiełkiem panującym na wystawie, nagle zaczyna gubić swoje wypielęgnowane futerko. Dlaczego kot pod wpływem stresu gubi sierść? Również u kotek w rui zachodzi nadmierne wypadanie włosów. W tym przypadku podłożem są zmiany hormonalne w ich organizmach. Powyższe przyczyny wypadania włosów u kotów są niejako naturalne i nie stanowią wielkiego problemu. Jednakże nadmierne linienie może być objawem kilku poważnych chorób. Jeżeli kot gubi przede wszystkim włosy z ogona i jego nasady, możemy mieć do czynienia z nadczynnością gruczołu nadogonowego. Niektóre rasy kotów długowłosych mają wrodzoną skłonność do tego schorzenia. Nadmierna utrata włosów z całej powierzchni ciała lub tylko w jego części powinna wzbudzić nas niepokój szczególnie wówczas, gdy towarzyszą jej widoczne zmiany skórne. Wszelkiego rodzaju zaczerwienienia, wypryski, obrzmienia, ranki powinny być dla nas sygnałem alarmowym i skłonić do wizyty w gabinecie weterynaryjnym. Mogą być bowiem objawem robaczycy u kota», chorób skóry o podłożu grzybiczym lub bakteryjnym, a nawet zwykłej alergii pokarmowej. Jak sobie poradzić z nadmiernym wypadaniem sierści u kota? Na okresowe wypadanie włosów niewiele możemy poradzić. Po prostu musimy uzbroić się w cierpliwość i przeczekać je. Jeśli jednak linienie przedłuża się, warto zwrócić uwagę na dietę naszego kota. Niedobór pewnych składników odżywczych takich, jak na przykład biotyna, może osłabiać kondycję futra. ↓ WITAMINY DLA KOTÓW PRZECIW WYPADANIU SIERŚCI ↓ W sklepach zoologicznych Kakadu dostępne są karmy dla kotów o zwiększonej zawartości związków korzystnie działających na kocie futro. Można je podawać przez cały rok, ponieważ są pełnowartościowe. Oprócz nich znajdziemy również preparaty witaminowo-mineralne dla kotów z problemami skórnymi. Jednak ich stosowanie, podobnie jak innych suplementów diety dla kotów, powinniśmy skonsultować z lekarzem weterynarii. Bezpiecznie możemy natomiast podawać przysmaki dla kotów, które zawierają dodatek biotyny, które również poprawiają stan skóry. ↓ PRZYSMAKI DLA KOTÓW Z DODATKIEM BIOTYNY ↓ Bardzo łatwo również poradzić sobie z wypadaniem włosów na tle nerwowym. Wystarczy wyeliminować źródło stresu. Trzeba jednak przyznać, że nie zawsze tak łatwo stwierdzić, co jest jego przyczyną. Szczególnie jeśli jest to stres długotrwały. Jeśli nie potrafimy jednoznacznie zidentyfikować przyczyny nadmiernego wypadania futra u naszego kota lub podejrzewamy chorobę skóry, koniecznie zabierzmy go do lekarza weterynarii. Tylko on jest wstanie stwierdzić, czy zwierzę jest chore, określić czynnik chorobotwórczy i zalecić odpowiednie leczenie. Nigdy nie próbujmy leczyć naszego pupila na własną rękę. Możemy mu tym bardziej zaszkodzić niż pomóc. ↓ SUCHE KARMY DLA KOTÓW WSPOMAGAJĄCE SIERŚĆ ↓ Tekst: Jacek P. Narożniak Zdjęcie: Zapisz się do newslettera, a otrzymasz 5% rabatu na zakupy! Super oferty e-sklepu Kakadu na Twój email atrakcyjne wyprzedaże ♥ wyjątkowe promocje ♥ kody rabatowe Profil autora na Google+
Chojnacka Malwina Opinie: Wystaw opinię Ten produkt nie ma jeszcze opinii Liczba sztuk w magazynie:11 Koszty dostawy: Odbiór osobisty zł brutto Kurier DPD zł brutto Paczkomaty InPost zł brutto Orlen Paczka zł brutto Kurier InPost zł brutto Kod producenta: 9788324584666 Seria o prawdziwej przyjaźni i sile miłości – do siebie, ludzi i zwierząt. "Karma" jest jak dobra kawa – daje energetycznego kopa! Poza tym przypomina, że nigdy, przenigdy nie można się poddawać. Lekka i przyjemna powieść dla kobiet. Jako miłośniczka zwierząt – polecam! - Magdalena Majcher, pisarka "Odważne i romantyczne" Dwanaście miesięcy, trzy przyjaciółki i jedno miejsce, które łączy: kawiarnia Karma. Do niej zawsze się wraca! Znajdujące się na życiowym zakręcie Wiktoria, Justyna i Ola założyły Karmę – kawiarnię przyjazną psom. Ten szalony pomysł pociągnął za sobą inne odważne życiowe decyzje. Jak poradzi sobie Ola po bolesnym rozstaniu z mężem? Czy Justyna, prowadząc prywatne śledztwo, odnajdzie człowieka, który katuje bezdomne psy? Co pomoże Wiktorii zapomnieć o ciężkiej chorobie? "Sekrety i uprzedzenia" Oto kolejny rok z życia właścicielek kawiarni przyjaznej psom. Justyna musi się zmierzyć z prawdą na temat swojej przeszłości. Opiekuńcza i zaradna Wiktoria nadzoruje pracę kafejki. Ola próbuje stanąć na nogi po odejściu od toksycznego męża i wynajmuje kawalerkę w starej kamienicy na Żoliborzu. Wkrótce w budynku pojawia się policja, ponieważ zaginęły dwie mieszkające tam kobiety. Okazuje się, że obie były klientkami Karmy! Justyna i Ola angażują się w śledztwo… Razem z bohaterkami Karmy wybierzemy się na barwną Sardynię, gorącą Ibizę oraz na pełne zagadek i niebezpieczeństw Mazury. "Sekrety i uprzedzenia" to wypełniona miłością powieść o kruchych kobietach, które w momentach zagrożenia odnajdują w sobie ogromną siłę. PodtytułPakiet AutorChojnacka Malwina Językpolski WydawnictwoKsiążnica ISBN9788324584666 SeriaKARMA Rok wydania2021 Liczba stron808 OprawaMiękka kg Typ publikacjiKsiążka -32% 48 tygodni WSZYSTKIE KOLORY CODZIENNOŚCI Ile może wydarzyć się w rodzinie przez 48 tygodni? Choć Natasza kocha swoich bliskich, poskramianie codziennych kłopotów domowych nie jest jej wymarzonym zajęciem. Tymczasem dwa koty pilnie obserwują rybki w akwarium, niespodziewanie wpada natrętna była dziewczyna męża, rezolutna córeczka zadaje mnóstwo zaskakujących pytań, do tego przez telefon płacze przyjaciółka... A to dopiero początek kłopotów! Chyba najwyższy czas wrócić na studia i rozpocząć pracę. Poczucie humoru, dystans do siebie i odbieranie świata nie zawsze na serio to wspólne cechy moje i Nataszy. Jeśli chcecie odetchnąć i jednocześnie świetnie się bawić – koniecznie sięgnijcie po ten tytuł! Szczerze polecam! BASIA KURDEJ-SZATAN Magdalena Kordel – bestsellerowa autorka, której życie odmieniło się właśnie dzięki książce 48 tygodni. Jest autorką Serca z piernika, bestsellera Anioł do wynajęcia oraz serii Malownicze, Uroczysko i Wilczy dwór. Jej powieści sprzedały się w nakładzie ponad 250 000 egzemplarzy. -39% Adres w sercu Część 1 On – przystojny, zbuntowany punkowiec, którego życie to jedna wielka impreza. Nie stroni od alkoholu i przygodnego seksu – bo właśnie tym i tylko tym są dla niego kontakty z kobietami. Na brak powodzenia nie narzeka – to taki mężczyzna, którego można określić jednym słowem – ogień. Jest rok 1994, właśnie kończy dwadzieścia lat i nigdy nie był zakochany. Uważa, że miłość jest niepotrzebna; jak wyjawił swojemu najlepszemu przyjacielowi: „Po co to komu? Jedna laska na całe życie? Zamiast tego mam tyle panienek, ile tylko zechcę. To jest życie”. Ona – drobna, długowłosa blondynka, która jest zakręcona na punkcie metalu. W przeciwieństwie do atakujących jej umysł gitarowych, agresywnych dźwięków jest delikatna, spokojna i marzy o wielkiej miłości, którą zresztą – jak sądzi – już znalazła. Główną bohaterkę poznajemy w momencie, gdy jest zakochana w swoim chłopaku, z którym spotyka się już od trzech lat. Zakochana. Oddana. Romantyczna. Będąca całkowicie pod wpływem jego uroku – bo właśnie tak traktuje miłość – wchodzi w nią całą sobą albo wcale. Dzieli ich niemal wszystko; podejście do życia, wygląd, charakter – on jest wulkanem, kimś, kto łatwo ulega negatywnym emocjom – ona jest spokojnym morzem. Nawet się nie znają, bo nie mają takiego prawa – mieszkają na dwóch krańcach Polski i mają swoje życie, które bardzo im odpowiada. Tylko jedna rzecz ich łączy – wiek. Oboje urodzili się w 1974 roku. Wydawać by się mogło, że nigdy się nie spotkają, ale przez zupełny przypadek stają ze sobą twarzą w twarz. Co się wydarzy, gdy tak dwie skrajne osobowości staną na swojej drodze? Akcja powieści rozpoczyna się w roku 1994, czyli jeszcze w ubiegłym wieku (dla wielu w rzeczywistości kompletnie niezrozumiałej i zapewne nie potrafią się w niej odnaleźć), zaś jej zakończenie datuje się już na nowe stulecie. Głównym bohaterom – przez cały okres trwania powieści – towarzyszy muzyka, która jest równorzędnym partnerem w otaczającym ich świecie. Muzyka, wbrew pozorom, nie tylko atakująca gitarowymi dźwiękami – znajdziemy tam również ówczesne przeboje, które z całą pewnością odzwierciedlają myśli, uczucia, z którymi przyjdzie się zmierzyć tym bohaterom. -16% Albania miłość w czasach vendetty Dua jest wrażliwą młodą kobietą, z którą los nie obszedł się łaskawie. Jako dziecko straciła najbliższych, a dorastać przyszło jej w czasach upadku reżimu komunistycznego. Tajemnice z przeszłości, intrygi, a także tytułowa vendetta, czyli krwawa albańska zemsta rodowa, co chwila stają jej na drodze do szczęścia. Poruszająca opowieść o miłości, którą autorka umiejętnie wplata pomiędzy prawdziwe wydarzenia, opowiadając w ten sposób również o burzliwej końcówce XX wieku w Albanii. Reżim komunistyczny i jego upadek, ucieczki do Grecji, kryzys piramidowy i wstrząsające wydarzenia 1997 roku – wszystko to miało ogromny wpływ na życie zwykłych ludzi w niezwykłym kraju, gdzie w niektórych regionach wciąż świętością są relikty średniowiecznego prawa zwyczajowego. Miłość w czasach vendetty jest bardzo trudna, ale nie niemożliwa... -38% Alfabet dojrzałej kobiety Dojrzały granat Aneta Wojciechowska - oligofrenopedagog. Jej pasją jest praca z osobami z niepełnosprawnościami. Jest autorką książki „Julka – dziewczyna z biglem”. Jej druga pasja to właśnie książki – czyta i pisze. Jej motto – „Kochać wszystkich, nikogo nie oszczędzać”. „Alfabet dojrzałej kobiety…” to książka o miłości: do mężczyzny, do rodziny, do przyjaciół… Do życia!!! -39% Alicja w krainie czasów Tom 3 Czas odzyskany Niezwykłe losy niezwykłej kobiety w fenomenalnej trylogii Ałbeny Grabowskiej autorki bestsellerowej sagi Stulecie Winnych. Jest rok 1942, Paryż znajduje się pod nazistowską okupacją. Alicja, jako agentka Luna pracuje dla aliantów. Jednym z jej zadań jest zdobycie wzorów nowej broni chemicznej, nad którą pracuje znany austriacki fizyk Ludvig Bernstorff. Alicja podejrzewa, że Ludvig nie jest tym, za kogo się podaje, robi jednak wszystko, by wykonać zadanie. Rodzące się pomiędzy nią a naukowcem uczucie naraża Alicję na ogromne niebezpieczeństwo. Jest śledzona przez gestapo a własna agencja podejrzewa ją o zdradę. Prawdziwym cudem Alicji udaje się opuścić Paryż i zamieszkać z córką w Szwajcarii. Jednak po ponad dwudziestu latach od wojennych wydarzeń Alicja musi zmierzyć się z demonami przeszłości. Odprawione niegdyś przez matkę czary, pozwolą Alicji żyć tak, jak nie żył dotąd żaden człowiek… -54% Amnezja Trzecia część serii kryminalnej Metropolia. W weekendową noc w Chorzowie młoda malarka zostaje uduszona w swojej pracowni. Następnego ranka komisarz Paweł Góralczyk budzi się w swoim mieszkaniu. Próbuje przypomnieć sobie, co robił minionego wieczoru. Jedyny ślad to nagranie z monitoringu, na którym widać, jak wychodzi z pubu w centrum Chorzowa w towarzystwie studentów ASP. Zmagający się z uzależnieniem od leków policjant gorączkowo poszukuje informacji o tym, co robił feralnej nocy. Sam już nie jest pewien, czy jest niewinny… Na dodatek śledztwo w sprawie zmarłej artystki prowadzi wschodząca gwiazda śląskiej policji, komisarz Bartłomiej Wilczek, który ewidentnie chce zaszkodzić Góralczykowi. Każdy kolejny dzień przybliża dwóch nienawidzących się policjantów do nieuniknionej konfrontacji…
Fanom reportażu Wojciecha Jagielskiego nie trzeba przedstawiać. Autor książek reporterskich z różnych stron świata „Modlitwy o deszcz”, „Wież z kamienia”, „Nocnych wędrowców”, „Wypalania traw” czy „Wszystkich wojen Lary”. Zdobywca licznych prestiżowych nagród nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz MediaTorów, czyli nagrody przyznawanej osobom, które zdaniem studentów dziennikarstwa swoją działalnością medialną odciskają piętno na kartach historii. Obecnie współpracownik Tygodnika Powszechnego. Z Wojciechem spotkałem się w jednej z krakowskich kawiarni by porozmawiać o jego ostatniej książce Na wschód od zachodu, egoistycznym pragnieniu wolności, duchowej turystyce, utopiach i rewolucjach. Do wywiadu załączyłem zdjęcia Jacka Garofalo, który w 1971 roku obserwował hipisów w Indiach. Wojciech Jagielski w Dharamsali Fot. Anna Wolanin Dla wielu recenzentów temat Pana ostatniej książki „Na Wschód od Zachodu” był zaskakujący. Reporter wojenny pisze książkę o hipisach. Czy Pan, przebywając na tych wszystkich frontach, wśród mudżahedinów z Afganistanu czy Czeczenii, wśród wojennych weteranów z Armii Bożego Oporu, po prostu gdzieś w głębi duszy za hipisowskim stylem życia nie tęsknił? To była raczej chęć poznania. Im coś jest bardziej niepojęte, tym bardziej ciekawi, tym bardziej człowiek chce się temu przyjrzeć, zrozumieć. Zresztą nigdy nie miałem wrażenia, że piszę wyłącznie o wojnach. Zanim zabierałem się za pisanie książki, musiałem sam sobie odpowiedzieć na pytanie, o czym jest ta historia afgańska, czeczeńska lub ugandyjska, której byłem świadkiem i o której chcę opowiedzieć. O czym ona naprawdę mówi, z czym się kojarzy. Wojenne były tylko scenografie, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby opowiadać o wojnie jako takiej. Wojny były tylko narzędziem do opowiedzenia historii o ludziach. Z jednej strony, moja nowa książka jest faktycznie inna. Z drugiej – wcale według mnie nie różni się aż tak bardzo od wcześniejszych. Wojen, faktycznie, jest tu mniej. Zawsze dla każdej opowieści starałem się znaleźć najlepszą dla niej formę, najwłaściwszą. Afganistan różni się w końcu od Południowej Afryki. Inna jest też melodia opowieści afgańskiej, a inna południowoafrykańskiej. Ale czy ten pozbawiony wojen świat z wyobrażeń hipisów Pana nigdy nie kusił? Nie, nigdy nie uważałem naszego zachodniego świata za doskonały, ale nigdy też nie uważałem, że jest on tak paskudny, by szukać sobie jakiegoś innego miejsca. W ogóle uważam, że szukanie tego najlepszego miejsca na ziemi nie musi koniecznie oznaczać przemieszczania się w przestrzeni. Nie musi być ucieczką. Jeżeli coś nie pasuje, czasami lepiej dojść, co jest tym cierniem i z tym się zmierzyć, spróbować go usunąć, a nie rzucić wszystko w diabły i liczyć, że gdzie indziej wszystko będzie łatwe. Portret hipisa o imieniu Sadou, Waranasi, 1971, fot. Jack Garofalo No właśnie, można by powiedzieć, że jest w twoich bohaterach pewien egoizm. Zostawiają wszystko, skupiają się wyłącznie na sobie i jadą szukać… czego? Utopii? Oni nie nazwaliby tego utopią, ale wyobrażali sobie coś, co my moglibyśmy utopią nazwać. Oni mieli wyobrażenie tego szczęśliwego miejsca, o którym czytali, o którym tyle słyszeli. Chcieli po prostu sprawdzić, jak tam jest. A uważali, że na Zachodzie nigdy nie znajdą tego, co kojarzyło im się ze szczęściem i dobrym życiem. Uznali, że Zachód jest raz na zawsze skończony, bo oddał się sprawom materialnym i zapomniał o wszystkim, co się wiąże z duchowością. Nie pamiętali, że zaledwie kilkanaście lat temu skończyła się makabryczna wojna światowa, która zburzyła świat ich rodziców. Nic dziwnego, że po wojnie marzyli wyłącznie o małej stabilizacji. Dla rodziców hippisów ta stabilizacja, dostatek, przewidywalność losu oznaczała największe szczęście. Ich dzieci tego nie chciały. Tak, niczym nieograniczona wolność jest bardzo egoistyczna. Często przechodzi, czasem w niezauważony sposób, w samotność. Wolność oznacza wyzbycie się związków. Każdy związek ogranicza. Rezygnacja ze związków oznacza jednak samotność. To była bardzo egoistyczna postawa, ale czy lepszym jest podporządkowanie się oczekiwaniom innych i poświęcenie swojego życia tylko po to, by inni byli z niego zadowoleni? Ja ich nie osądzam. Ja mam też takie wrażenie, że trochę opisujesz ginący gatunek podróżnika. Dziś, gdyby młody człowiek decydował się na taką podróż, to pewnie wyruszyłby uzbrojony w kamerkę go pro z life streemem, telefon ze stałym podpięcie pod Instagrama, YouTube i Facebooka. Dziś odpięcie się od systemu wydaje się dużo trudniejsze. W tamtych czasach wyjazd do Indii – tak bywało jeszcze nawet w połowie lat 80 – oznaczał odcięcie się, zerwanie z tym wszystkim, co stanowiło o świecie Zachodu. Komunikacja z domem była o niebo trudniejsza. Dzisiaj zmienił się cały świat. Ci sami ludzie, którzy dzisiaj nawet w podróży nie rozstają się ze swoimi telefonami, w latach 60. postępowaliby pewnie podobnie jak hipisi. A z kolei hipisi, mając wtedy te wszystkie wynalazki, zachowywaliby się jak ci dzisiejsi. Myślę, że większość z nich gnała w świat pragnienie zmiany. Ale czym to się różni od pobudek dzisiejszego podróżnika, który wyrusza w drogę, żeby w pół roku przejechać świat dookoła? Albo zobaczyć Antarktydę. Ciekawość, chęć poznania czegoś innego. Ich sytuacja była o tyle lepsza, że zaraz za Stambułem zaczynał się świat tak zupełnie inny niż ten, w którym żyli, bardzo szybko doświadczali tej odmienności. Dziś, gdy świat przemienił się w globalną wieś, trudno znaleźć już takie miejsce diametralnie inne od wszystkiego. Ciężko dziś o miejsca na wyłączność. Wszystko jest dostępne w Internecie. Może i uda się znaleźć, jakieś swoje miejsce, ale w momencie, gdy pochwalisz się tym na blogu, to traci ten magiczny charakter. To prawda. Co więcej, proces ten zapoczątkował pewien hipis, Tony Wheeler, który założył Lonely Planet i zepsuł te wszystkie wyjątkowe miejsca, opisując je w swoim przewodniku. Szczęśliwie nic nie jest dane raz na zawsze. Ta potrzeba posiadania czegoś na wyłączność jest silniejsza niż cokolwiek innego. Nie mogłem się nadziwić, skąd wzięli się na przykład wędrowcy, którzy na cel podróży wybrali Rosję. A na przełomie wieków pojawiło się mnóstwo młodych ludzi, którzy zmierzali do Rosji i po Rosji z taką samą determinacją jak hippisi zmagający się z Iranami, Afganistanami, żeby dotrzeć do Indii. Uważam, że w podróży powinno się jednak mieć jakiś cel. Dla podróżników w Rosji często był nim Bajkał. Wyobrażam sobie, że jadąc przez Rosję, ma się to poczucie wyjątkowości, wyłączności. Przestrzeń rosyjska jest tak rozległa, że podróżnik musi odnosić wrażenie, że cały świat został stworzony wyłącznie dla niego. Wspomniałeś o tej kategorii „inności”. U Kamal i Świętego widać, że do przodu pcha ich poszukiwanie jakiejś transcendencji. Kamal – tak. Święty szukał jakiegoś miejsca, gdzie by mógł żyć po swojemu. Znalazł je na plażach Goa. Żył tak przez 40 lat., ale to miejsce zmieniło się na tyle, że przestał się tam czuć jak w domu i uznał, że musi się stamtąd wynieść. Mam wrażenie, że nigdy nie szukał wielkiej przemiany duchowej. W gruncie rzeczy jego życie aż tak bardzo się nie zmieniło. Przeniósł się z Amsterdamu do Indii, chodził w sandałach, a nie w zimowych butach, w spodniach z lnu zamiast jeansach. Żył tak jakby chciał żyć w Amsterdamie, tyle że na swoje miejsce na ziemi wybrał Indie. To po co w takim razie do tych Indii? Indie były wtedy bardzo wśród młodych ludzi modne. Nauki w Katmandu, 1971, fot. Jack Garofalo A czy nie jest trochę tak, że orient przez to, że kusi tą odmiennością, innością również świata religijnego, to kreuje takie wrażenie, że to, co autentyczne znajduje się poza tym, co znamy? Religioznawcy zauważyli, że gdy spotykamy się z innym światem symbolicznym, z rzeczywistością diametralnie różną od naszej, to nawet nasze ciało reaguje w sposób nieświadomy dla nas. Zaczynamy się pocić, tętno skacze nam w górę. Ta inność jest wyzwaniem. Rodzi się fascynacja. Myślę, że tak. Tajemnica zawsze jest obecna w wierze, w duchowości. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale czy to nie jest tak, że świat Zachodu coś utracił? Na pewno tak. I myślę, że coraz bardziej zdaje sobie sprawę, jak dotkliwa jest to strata. Stracił nie tylko tę duchowość, ale również poprzez jej utratę, poczucie wspólnotowości. Dziś żyjemy w tłumie w pojedynkę. Wyrasta to w jakiś sposób z takiego rozumienia ,wolności, jak pojmowali ją hipisi z tamtych czasów. Liczy się tylko moja wolność, a to oznacza, że wspólnota nie ma do mnie dostępu. Wspólnota w sensie narodu, państwa, ale nawet rodziny. Wielu z nich nie zakładało rodzin. Spotkałem starych hipisów, którzy w Indiach mieli dzieci, wiedzieli o ich istnieniu, ale do ich istnienia się nie poczuwali. Wolność wyklucza też poczucie odpowiedzialności za kogoś. Sami więc skazywali się na samotność. Byłem zafascynowany hipisami, odkąd o nich usłyszałem. Byłem ich strasznie ciekaw. Jak to jest, gdy się odrzuci wszystkie te oczekiwania innych wobec własnej osoby? Czy dopiero wtedy człowiek czuje się szczęśliwy? Czy czuje się wyzwolony? Chciałem się tego od nich dowiedzieć. I wiele, wiele innych spraw…to jak wyglądali, jakiej muzyki słuchali… W grę wchodziły też substancje psychoaktywne, które mogły zarówno tą fascynacje, jak i alienacje pogłębiać. Wiemy, że wpływają na podatność na sugestie, że silnie oddziaływają na procesy socjopsychiczne. Wiemy o tym dzisiaj. Oni sami nie mieli tej świadomości. Mówiono im, że używając tych substancji, przyspieszasz swoją drogę do poznania. Podchodzili więc do tego bardzo ufnie. Wydawało im się, że są bliżsi zbawienia, tej nirwany, tego punktu docelowego. Potem sami byli często zdumieni i przerażeni, dokąd to ich zaprowadziło. Święty z ogromną goryczą mówił o sobie i o swoich rówieśnikach, że w pewnym momencie stali się dzieciobójcami. Żeby sami przetrwać, szmuglowali narkotyki i sprzedawali je tym, którzy zafascynowani nimi próbowali ich naśladować, iść w ich ślady, do nich się upodobnić. Sprzedawali im w dodatku nie marihuanę czy haszysz, ale najsilniejsze i najszybciej uzależniające narkotyki. Przed zastrzykiem z heroiny, Goa, 1971, fot. Jack Garofalo Paradoksalnie hipisi wyobrażali sobie Indie, jako miejsce nieskażone kapitalizmem, co dodatkowo wspierała polityka “trzeciej drogi” Nheru. A co może być bardziej kapitalistycznego niż przemyt? Sprowadzać i sprzedawać z zyskiem towary, których w jednym miejscu jest nadmiar, a gdzie indziej ich brakuje. Odrzucając kapitalistyczny porządek i wartości, hipisi, zmieniali się w kapitalistów, by móc funkcjonować w świecie, który uznali za zaprzeczenie kapitalizmu, materializmu. W dodatku niczego nawet nie produkowali, ale zarabiali na spekulacjach. jak na giełdzie. Był taki film polskiego dokumentalisty, Michała Marczaka, Fuck for Forest, o radykalnej grupie skandynawskich hipisów, którzy, jak twierdzą z miłości do natury, kręcąc porno i zbierają pieniądze na pomoc Indianom w Amazonii. W tym filmie jest jedna bardzo uderzająca scena, w której reprezentanci tej grupy jadą do Indian i swoją moralnością, podejściem do używek i spraw seksualnych, tak szokują autochtonów, że oni ich wyrzucają. Miałem podobne wrażenie, czytając o hipisach w Twojej książce. Na swoje potrzeby stworzyli swoje własne wyobrażone Indie, nie zważając na jej mieszkańców. Wiele razy słyszałem podobne opowieści z ust hipisów, jak i hindusów, którzy ich spotykali. Wygląd hipisów i ich zachowanie szokowały tubylców. Wschodnie społeczeństwa są szalenie konserwatywne, przywiązane do tradycji, często w naszym rozumieniu pruderyjne. Ich normy obyczajowe zakazywały niemal wszystkiego, co sobą reprezentowali przybysze z Zachodu. A ci w dodatku tłumaczyli miejscowym, że przyjechaliby być tacy sami jak oni! Waranasi, 1971, fot. Jack Garofalo Człowiek jest jedynym zwierzęciem, któremu nawet jak jest bardzo dobrze, to opuszcza swoją niszę ekologiczną, by eksplorować. To, co jednak mnie zdumiewa, to że ludzie, którzy poświęcili często wiele czasu na poznanie religii, języka i kultury mają jednak chyba cały czas świadomość, że nie potrafią wejść w ten świat do końca. W hinduizmie, przy całym jego ogromie, dominuje przeświadczenie, że hindusem trzeba się urodzić. Z pewnością nawet najbardziej zauroczeni religijnością Wschodu musieli gdzieś tam w głębi siebie czuć jakieś niedopasowanie. Bez wątpienia. Jednym z tych najszczęśliwszych miejsc dla hipisów były plaże Goa, ale nawet w latach 80., kiedy sam zacząłem tam jeździć, miejscowych nie spotykało się zbyt wielu. Ich obecności wcale sobie nie życzyli przybysze z zachodu. Nie chcieli ich krępować ani czuć się w ich obecności skrępowani, osądzani, obgadywani. Młodzi z Amsterdamu, Hanoweru, Londynu pojechali na plaże Goa, by je zająć dla siebie i utworzyć na nich swoją własną republikę. I tylko dla siebie. Jaki to jest paradoks. Hipisi na swoje miejsce w Indiach wybrali Goa, miejsce o tak silnej europejskiej przeszłości i do tego katolickie. Oni wiedzieli, że Goa jest czymś pomiędzy Indiami a Europą. Że swoim zachowaniem mniej będą razić goańskich katolików niż raziliby na przykład braminów z Maharasztry. A osada Auroville? Czy to, że mieści się w Puducherry jest przypadkiem? Stworzono ją nie w Zachodnim Bengalu czy Tamilnadu, ale właśnie w Puducherry, gdzie rządzili Francuzi. Na plaże Goa z Delhi było bliżej i prościej. Do Puducherry trzeba było przebijać się przez cały półwysep. Myślę, że między innymi właśnie dlatego Auroville powstało dopiero pod koniec lat 60. Mam wrażenie, że hipisi uciekali od Zachodu, ale szukali na Wschodzie czegoś rozpoznawalnego, jakiegoś punktu odniesienia. Zachodu się nie wyrzekali tak do końca. Chcieli pozbyć się z zachodu tylko tego, co im nie pasowało. Chcieli też zabrać ze sobą to, co miłe, dobre, bezpieczne. Myślę, że gdyby wybrali ucieczkę na Saharę, na pustynię, to by jednak nie wytrzymali. Ale Goa? Życie nic nie kosztowało, drobniaki, łatwo, przyjemnie. Między innymi to właśnie dlatego postanowiłem wprowadzić do książki Kamal. Ona przeszła rzeczywistą, radykalną duchową przemianę, o której hippisi tylko gadali. Zdając sobie sprawę, że przez hindusów nie zostanie uznana za swoją, nie przebiera się za nich, nie udaje. Przejęła jednak z tej „wschodności” tyle ile mogła. Żyje w aśramach, ale nie przystała do sannjasinów, nie zadaje się z sadhu. Była jedynie ich sąsiadką w grotach u źródeł Gangesu. Potrzebowała tego, innego sposobu życia. A większość hipisów, którzy opowiadali mi o własnej potrzebie zmiany, tak radykalnej wcale nie potrzebowali. Chcieli po prostu znaleźć miejsce, gdzie mogliby żyć, jak chcieli. Goa, Katmandu, Manali, Dharamsala czy Waranasi. Waranasi zawsze było miejscem niezwykłym. Jeśli się tam osiedli, człowiek ma zaraz wrażenie, że nie tylko różni się od zachodu, ale przeniósł się w czasie. Przecież to miasto żyje od kilku tysięcy lat! Jak można w tak prawdziwym miejscu udawać kogoś, kimś się nie jest i kim stać się nie może. W takich miejscach można pozostać jedynie widownią. I dziękować Bogu, że dostało się taką szansę Ludzie z ulicy powiedzieliby pewnie, że w przyszłym wcieleniu to już na pewno będzie hindusem/hinduską. Goa, 1971, fot. Jack Garofalo Może oni też tak myśleli? Czuli się kimś pomiędzy światami i im to odpowiadało. Ale myślę, że znaczenie miały też rozległość kraju i niskie, żadne koszty życia w nim. I cierpliwość Indii wobec tych odmienności. I to, że w Indiach droga się urywała. Nie było dokąd jechać dalej. Do komunistycznych Chin? W Wietnamie trwała wojna, Tajlandia była tuż tuż. Jeśli jechali dalej to do Indonezji, na Bali. Byłem tam nie tak dawno i rozumiem, że mogło ich to miejsce przyciągać. Hipisi w Ameryce wzrastali na lekturze bitników, sprzeciwie wobec imperialnej polityki swojego kraju i wojny w Wietnamie. Skąd jednak takie silne odrzucenie swojej własnej kultury u Polki (Kamal) i Holendra (Święty)? Po tamtym buncie z lat sześćdziesiątych młodzi ludzie nie kontestowali już tak radykalnie świata swoich rodziców. Były podejmowane różne próby, równie idealistyczne i często naiwne, ale nigdy nie przerodziły się w masowy ruch. Taką próbą, może najbliższą tej z lat sześćdziesiątych były ruchy antyglobalistyczne. Gdzie by się nie zbierały szczyty G7, tam zawsze dochodziło do protestów, zamieszek, które nosiły echo buntu młodzieżowego lat 60. Z tych współczesnych protestów narodziła się np. hiszpańska partia Podemos. Ale ten gniew się jednak gdzieś rozmył. Może współczesne państwa i społeczeństwa wypracowały skuteczne sposoby, by na tyle pacyfikować tego typu bunty, że one nie stanowią już zagrożenia? Może sprawił to ten wirtualny świat, który stworzyliśmy? Arabowie skrzyknęli się przez media społecznościowe i przeprowadzili rewolucje. To, że nie potrafili później niczego stworzyć to inna kwestia, ale arabska wiosna była buntem młodzieży przeciwko starym porządkom. Oni wykorzystali te instrumenty, które być może rozbroiły bunt na zachodzie. Dziś, gdy człowiekowi coś nie pasuje w życiu, nie wyjeżdża do Indii, ale często przenosi się do świata na Facebooku. To jest dzisiejsza plaża goańska, gdzie wszyscy są młodzi, piękni, słuchają tej samej muzyki, wyznają te same wartości. Obcym do tego świata można zabronić wejścia, można ich skreślić z grona przyjaciół, znajomych. To jest też wielkie zagrożenie. To prawda. Grozi alienacją. Zamykając się w świecie internetowo społecznościowym, człowiek po jakimś czasie jest przekonany, że wszyscy myślą jak on. Aż nagle, okazuje się, że jest ich tylko garstka, a większość myśli inaczej. Rozczarowani i obrażeni na świat znów mogą wycofać się do swojej przestrzeni, udać się na taką emigrację wewnętrzną, do której przenosili się ludzie w Polsce w latach osiemdziesiątych, niegodzący się z istniejącymi porządkami, ale nie mający tyle odwagi czy wyobraźni, by zaprotestować, przyłączyć się do buntowników. Ta emigracja wewnętrzna nie jest żadnym rozwiązaniem, bo świat rzeczywisty prędzej czy później wkroczy w ich świat i go zniszczy. Odnoszę wrażenie, że dziś młodzi wsysani są przez system, albo uciekają w wewnętrzną emigrację do świata wirtualnego. Hipisi w hotelu w Kabulu, 1971, fot. Jack Garofalo Zawsze jest też kwestia tego, że młodzi dystansują się od świata starych. Hipisowski pacyfizm z rykiem zakończył nihilistyczny punk. Również syn Kamal, pomimo jej starań, wyrasta nie na sadhu, a na biznesmena. Ona chciała przede wszystkim, by jej syn ukształtował się sam, a nie przez system, formujący ludzi według swoich potrzeb. Kamal uważa, że szkoła dla małych dzieci jest złem, że nie powinno się posyłać do niej dzieci, zanim nie skończą dziesięciu lat, bo zabija w nich kreatywność, niezależność. Lhamo wyrósł na chłopca niezwykle kreatywnego i pewnego samego siebie. Kamal nie poniesie porażki, jeśli wychowany przez nią według jej wartości syn postanowi na przykład przenieść się na Zachód i żyć po zachodniemu. Przegra, jeśli mu tego zabroni. “Indie to tysiące spraw. Przekleństwo i wyzwolenie, tworzenie i destrukcja, studnia bez dna. W Indiach ktoś nie dostatecznie przygotowany traci grunt” pisał Tiziano Terzani w “Koniec jest moim początkiem”. Duch słynnego włoskiego dziennikarza wydawał mi się bardzo obecny w Twoim reportażu. Pod koniec życia Terzani, który mieszkał przez pewien czas w aśramie, otrzymał imię „Anam”, czyli dosłownie “ten bez imienia” zupełnie jak Pana bohater Święty Nikt. Tak naprawdę odkryłem dla siebie Terzaniego dopiero niedawno, już po napisaniu książki. To prawda, Indie mogą dać człowiekowi wszystko. Pod warunkiem jednak, że będzie chciał z tego skorzystać. Słyszę pieśń Lennona „instant karma”. Może Indie są takim samym przyspieszaczem jak LSD? Odkrywa się w nich to, nad czym zwykle w życiu nie ma się czasu zastanowić. A może to wcale nie Indie, tylko podróż? Goa, 1971, fot. Jack Garofalo
Linienie kota bywa prawdziwym utrapieniem wielu kociarzy. Samo zjawisko jest jak najbardziej naturalne – włos rośnie i obumiera, jak u ludzi. Okresowe silniejsze linienie dwa razy w roku jest spowodowane przystosowywaniem się zwierząt do zmieniających się warunków atmosferycznych. U kotów niewychodzących, które przebywają przez cały rok mniej więcej w tej samej temperaturze, wypadanie sierści może utrzymywać się na podobnym poziomie przez cały rok. Zimą, kiedy powietrze jest przesuszone od ogrzewania, linienie może być szczególnie treści Jak ograniczyć linienie kota? Sposoby na ograniczenie skutków linienia Kiedy linienie może być oznaką kłopotów zdrowotnych? Podsumowanie Jak ograniczyć linienie kota? Dieta na piękną sierść Na ilość wypadającej sierści może wpływać wiele czynników, jednak największą kontrolę mamy nad dietą kota. Twój mruczący ulubieniec jest mięsożercą i potrzebuje wysokiej jakości karmy, która składa się głównie z wysokiej jakości mięsa. Dostosowana do potrzeb kota karma wpłynie nie tylko na stan sierści. Przede wszystkim poprawi ona ogólny stan zdrowia kota. Zdrowa dieta to inwestycja na lata, piękne futerko jest tylko miłym bonusem. Składniki karmy, na które szczególnie warto zwrócić uwagę to: olej lniany i olej z łososia, siemię lniane, mięso ryb, tran. Dobrym pomysłem będzie też dodawanie do karmy oleju z łososia lub suplementacja witaminami dla kota. DLA KOTA / ZDROWIE KOTA / WITAMINY I SUPLEMENTY DIETY DLA KOTA A może to… stres? Wiele osób postrzega koty jako stoicko spokojnie istoty, które są ponad jakimikolwiek przyziemnymi sprawami. Nic bardziej mylnego. Potwierdzi to każda osoba, która choć raz zauważyła zależność między zwiększoną ilością wypadającej sierści a wizytą u weterynarza czy zmianą otoczenia. Na niektóre czynniki stresogenne nic nie poradzimy – na dłuższą metę unikanie weterynarza na pewno nie wpłynie pozytywnie na zdrowie czworonoga. To, co możemy zrobić, to zapewnić kotu w domu komfortowe warunki życia i możliwość bezpiecznego wyładowania napięcia. Małe rzeczy, które wpływają na samopoczucie kota to na przykład: umieszczenie kilku legowisk w różnych miejscach, tak, by w zależności od nastroju mógł odpoczywać, obserwując otoczenie lub zaszyć się w bezpiecznej kryjówce zapewnienie mu zabawek, które pozwolą mu realizować kocie instynkty drapania i polowania – drapaków, wędek z piórkiem czy tuneli na piłeczki ustawienie miski z wodą, miski z jedzeniem i kuwety w odpowiednich miejscach. Miska z wodą i miska z jedzeniem powinny stać w pewnej odległości od siebie, nigdy jedna obok drugiej. Kuweta natomiast powinna stać jak najdalej misek, w miejscu, do którego kot ma stały dostęp. Sposoby na ograniczenie skutków linienia Pewna ilość sierści będzie zrzucana przez kota zawsze, niezależnie od jego stanu zdrowia i Twoich największych starań. Są jednak sposoby, by linienie było jak najmniej uciążliwe zarówno dla Ciebie, jak i dla kota. Regularnie wyczesuj sierść Nie ma lepszego sposobu na ograniczenie sierści w mieszkaniu niż regularne czesanie. Dobrze sprawdza się połączenie codziennego przeczesania (na przykład rękawicą z gumowymi końcówkami) z dokładnym wyczesaniem podszerstka za pomocą oryginalnego furminatora. Jeżeli Twój kot naturalnie gubi dużo sierści, furminator może okazać się najlepszym kocim gadżetem poprawiającym jakość Waszego życia. Pokochaj rolki do ubrań i kule do prania Życie z kotem często oznacza ciągłą walkę o czyste ubrania bez śladów sierści. Można dopasować kolor garderoby i wystrój mieszkania do umaszczenia kota lub zaopatrzyć się w akcesoria, dzięki którym ulubiona wizytowa sukienka nie będzie udekorowana kocimi włoskami podczas ważnego spotkania. Polecamy zaopatrzyć się w rolki do czyszczenia ubrań, antystatyczny płyn do płukania tkanin lub specjalne kule do prania, tzw, antykłaczki. Prostym sposobem na zmniejszenie ilości sierści na ubraniach jest… konsekwentne chowanie ich do szafy. Wiele kotów lubi zapach opiekuna, który jest wyczuwalny na pozostawionym na fotelu swetrze. Wystarczy chwila nieuwagi i kot urządza sobie legowisko na pozostawionej odzieży. W utrzymaniu mieszkania w czystości pomoże używanie płynów czyszczących o właściwościach antystatycznych, i regularne odkurzanie. Do ściągania upartej sierści z dywanu polecamy specjalną szczotkę do zadań specjalnych. Zapobiegaj zakłaczeniu kota Liniejący kot to nie tylko problem estetyczny. Połykanie dużej ilości sierści podczas kociej toalety prowadzi do powstawania kul włosowych w przewodzie pokarmowych – pilobezarów. By im zapobiec, warto profilaktycznie podawać kotu do podjadania trawę lub przysmaki na odkłaczanie. Kiedy linienie może być oznaką kłopotów zdrowotnych? Pomimo że linienie jako takie jest normalne i nie musi budzić powodów do niepokoju, są okoliczności, kiedy jest ono sygnałem, że warto skonsultować się z weterynarzem: Oprócz linienia Twój kot traci na wadze Linienie jest dużo bardziej intensywne niż zazwyczaj Linieć zaczyna nagle kot starszy Kot intensywnie wylizuje sierść lub zaczyna się drapać Pojawiają się miejsca całkowicie pozbawione sierści Ogólny stan sierści znacznie się pogarsza Linienie jest nierównomierne, dotyczy tylko konkretnej części ciała W takich przypadkach przyczyny nagłej intensywnej utraty sierści mogą być różne, lecz zawsze wymagają wizyty u specjalisty. Przyczyną problemów mogą być pasożyty, alergie, stres, zaburzenia hormonalne, ale też inne, poważniejsze choroby. Podsumowanie Życie z kotem oznacza, że musimy pogodzić się z mniejszym lub większym okresowym linieniem. Warto pamiętać, że każdy kot gubi inną ilość sierści i każdy z nas ma na nią inną tolerancję. To, co dla jednej osoby oznacza ciągłe sprzątanie i walkę o mieszkanie wolne od sierści, dla innej nie stanowi żadnego problemu. Jeżeli marzysz o kocie, ale nie chcesz okresowo walczyć ze zrzuconą sierścią, przemyśl wybór kota bezwłosego, np. sfinksa lub peterbalda.
karma nigdy nie gubi adresu